Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yallop Dawid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yallop Dawid. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2013

Finansowanie Solidarności - część kolejna


   Włoscy chrześcijańscy demokraci, komuniści i socjaliści nie byli jedynymi ugrupowaniami politycznymi, które otrzymywały pieniądze od Calviego. Na bezpośrednie polecenie Gellego miliony przekazywano juntom wojskowym, które panowały wówczas, względnie panują jeszcze dziś w Argentynie, Urugwaju i Paragwaju. Za pieniądze, które ukradł Calvi, między innymi argentyńska junta wojskowa zakupiła we Francji rakiety Exocet; w zrealizowaniu finansowej strony tego kontraktu pomogła filia Calviego w Peru. Potajemnie i nielegalnie miliony płynęły do kas „Solidarności” w Polsce. Sumy te stanowiła mieszanina pieniędzy z łupów Calviego i środków Banku Watykańskiego, które w końcu pochodziły ze skarbonek wypełnianych przez katolickich wiernych. Calvi często mówił o tych transferach pieniędzy do Polski, kiedy rozmawiał z przyjaciółmi lub ludźmi zaufanymi. Jednym z tych zaufanych był Carboni, który — jak przystoi solidnemu członkowi P2 — potajemnie włączał magnetofon: Marcinkus musi uważać na Casarolego, który jest przywódcą grupy opozycyjnej. Gdyby Casaroli spotkał kiedyś w Nowym Jorku jednego z tych finansistów pracujących dla Marcinkusa, i wysyłających pieniądze dla ,,Solidarności”, wówczas z Watykanu nie pozostałby kamień na kamieniu. Albo gdyby Casaroli znalazł chociażby jeden z tych dokumentów, o których ja wiem — wówczas żegnaj Marcinkusie, żegnaj Wojtyło. Żegnaj „Solidarności”. Wystarczyłaby tylko ostatnia operacja na sumę 20 mln dolarów. Opowiedziałem o tym także Andreottiemu, ale nie wiadomo dokładnie, po czyjej stronie on stoi. Gdyby sprawy we Włoszech przybrały niekorzystny obrót, wówczas Watykan musiałby wynająć sobie budynek w Waszyngtonie, na tyłach Pentagonu. W każdym razie bardzo daleko od Bazyliki Św. Piotra. 
   Ogólna suma pieniędzy, które na polecenie Watykanu przemycono potajemnie i nielegalnie do kas „Solidarności”, wynosi ponad 100 mln dolarów. Wielu z tych, którzy sympatyzują z ruchem związkowym Wałęsy, przyjmie tę wiadomość być może z aprobatą i aplauzem. Jednak ingerując za pomocą takich środków w sprawy wewnętrzne innego kraju stwarza się potencjalnie niebezpieczny precedens. Dlaczego ktoś inny nie miałby potajemnie przekazać IRA 100 milionów, by dzięki temu mogła kontynuować swoje zamachy? Miliard dolarów sandinistom, by wysadzili w powietrze kilka drapaczy chmur w Nowym Jorku, Chicago i San Francisco? Odgrywanie Boga nawet dla papieża może być niebezpiecznym zajęciem. W wypadku Karola Wojtyły ogromną hipokryzją jest publiczne piętnowanie księży nikaraguańskich za włączanie się do działalności politycznej, skoro ingeruje on tak głęboko w sprawy Polski.

Dawid Yallop, "W imieniu Boga"

sobota, 5 stycznia 2013

Kto zabił Lucianiego? Cody?

   Kardynał Cody ze swoich wcześniejszych (a według informacji z Chicago, także z nowych) przekazów pieniędzy do Polski, z wielkości udziału Polaków w społeczeństwie Chicago i z przyjacielskich stosunków, które rzekomo łączyły go z papieżem, zbił kapitał do owocnej kontrofensywy przeciw swoim wrogom. Kardynał opowiadał na początku grudnia (1978 r.) swoim gościom, że Jan Paweł II zaproponował mu stanowisko w Watykanie, które jednak odrzucił. Papież powiedział wyraźnie, jak dawał do zrozumienia kardynał, że sprawa jest załatwiona. Własnymi dociekaniami potwierdziłem tę relację. Wykazały one ponadto, że pieniądze, które Cody przekazywał odtąd Watykanowi i które tajnymi kanałami przekazywano dalej do Polski, stanowiły część składową o wiele szerszej operacji finansowej, którą Marcinkus i Calvi przeprowadzali na polecenie papieża Jana Pawła II. 
   Kardynał Cody nadal okazywał się wspaniałomyślnym ofiarodawcą. W październiku 1979 r. papież Jan Paweł II odwiedził Stany Zjednoczone. Na chicagowskim lotnisku O’Hare powitał go kardynał Cody, który wcisnął mu do rąk małą drewnianą szkatułkę jako „osobisty prezent”. Szkatułka zawierała 50 000 dolarów. Nikt nie odmawia kardynałowi prawa wręczenia papieżowi prezentu, ale — pomijając już prostacką bezpośredniość tego gestu — rodzi się jednak pytanie, skąd pochodziły te pieniądze. Ze środków diecezji? Z wyłącznie i osobiście zarządzanego przez Cody’ego funduszu? Z jakiego źródła Cody mógł odprowadzićtaką sumę?
    Niecały rok po wizycie papieża w USA toczyło się urzędowe dochodzenie amerykańskich organów wymiaru sprawiedliwości przeciw kardynałowi Cody’emu. Prokuratura zaczęła interesować się zarzutami wypłacenia przez Cody’ego swej przyjaciółce, Helen Wilson, prawie miliona dolarów pochodzących z majątku kościelnego. W szczegółach badała, czy prawdą jest, że pomieszał on swoje prywatne fundusze z kościelnymi, czy potajemnie całymi latami wypłacał Helen Wilson pieniądze, czy zapewnił jej niedopuszczalnie wysoką rentę i za 90 000 dolarów kupił dla niej dom na Florydzie. Cała sprawa stała się interesująca dla władz dlatego, że Cody wszystkie te dobrodziejstwa finansował rzekomo pieniędzmi kościelnymi, a jak wiadomo dochody Kościoła są zwolnione od podatków. Jeżeli uwzględni się drażliwe implikacje polityczne takiego śledztwa, wówczas już sam fakt, że rząd amerykański polecił jego przeprowadzenie, należy ocenić jako niezawodną wskazówkę, że musiał istnieć przekonujący materiał obciążający. Śledztwo rozpoczęło się we wrześniu 1980 r. 
   W styczniu 1981 r. zespół oskarżający wydał Cody’emu wiele dyspozycji; przede wszystkim wezwano go do przedłożenia wszystkich dokumentów dotyczących dochodów oraz spraw finansowych diecezji i jego własnych. Jeżeli Cody był czysty, to jego reakcja i postępowanie w następnym okresie były niezrozumiałe. O dochodzeniu i dyspozycjach wiedzieli tylko kardynał, jego adwokaci i dwóch lub trzech bliskich zaufanych. Cody pozostawił wiernych w Chicago i posła watykańskiego w Waszyngtonie w pełnej nieświadomości tego, co się działo. Odmawiał też wykonania dyspozycji sądu i wydania żądanych dokumentów. Taki opór zwykłego obywatela pociągnąłby za sobą zarządzenie z rygorem przymusu wykonania; jednakże nie dotyczyło to Co-dy’ego, który jest autorem powiedzenia: Nie rządzę krajem, ale rządzę Chicago. Teraz demonstrował, że w żadnym wypadku nie było to puste gołosłowie. Kiedy we wrześniu 1981 r. „Chicago Sun Times” ujawnił tę historię, Cody wciąż jeszcze nie spełnił dyspozycji. „Sun Times” przez dwa lata prowadził na własną rękę dochodzenie przeciw kardynałowi. Teraz zaprezentował swoim czytelnikom szczegółowy raport o wielu uchybieniach, których według jego informacji dopuścił się Cody. 
   Kardynał odmówił przedstawienia choćby strzępka dowodu na to, że oskarżenia są fałszywe; zamiast tego, odwołał się do 244 000 katolików chicagowskich, by go poparli, stwierdzając: To nie jest atak na mnie. To jest atak na cały Kościół. Wielu zaakceptowało to całkowicie błędne hasło, ale było też wielu takich, którzy nie przyłączyli się do niego. W każdym razie wizerunek Kościoła rzymskokatolickiego odniósł wielkie szkody, jakie przepowiedział Luciani. Poglądy w Chicago były podzielone. Najpierw spora większość katolików stała za swoim kardynałem, ale z upływem miesięcy na świadomość wielu ludzi oddziaływał zasadniczy fakt, że Cody wciąż jeszcze nie wykonał dyspozycji wydanych przez sąd. Niektórzy z jego najwierniejszych wasali zaczęli domagać się podporządkowania decyzjom sądu. Do tej pory ustami swoich adwokatów usprawiedliwiał on swoje zachowanie następującym argumentem: Jestem odpowiedzialny tylko przed Bogiem i Rzymem. To przekonanie zabrał ze sobą do grobu. Kardynał Cody zmarł w kwietniu 1982 r., kiedy władze wymiaru sprawiedliwości wciąż czekały na spełnienie ich żądań. Mimo że był on od dawna chory, jego ciało — inaczej niż w wypadku Albino Lucianiego — poddano autopsji. Wykazała ona, że zgon nastąpił w wyniku poważnego uszkodzenia naczyń wieńcowych. Cody pozostawił oświadczenie z poleceniem opublikowania go po jego śmierci. Nie zawierało ono niczego, co mogłoby służyć jako dowód jego niewinności w odniesieniu do jakiegokolwiek z podnoszonych przeciw niemu zarzutów. Dostarczył za to jeszcze raz dobitnego przykładu swej bezczelnej arogancji, którą odznaczał się przez całe swoje życie: Wybaczam moim wrogom, ale Bóg tego nie uczyni.

Cody. Kolejny z podejrzanych nie tylko pozostawiony na stanowisku przez JP2, ale i promowany wyżej. Jego następca został... Józef Bernardin. Promotor homoseksualizmu. Oskarżony o gwałt na jedenastoletniej dziewczynce w trakcie satanistycznego rytuału. Dziewczyna kilkakrotnie przeszła test wykrywaczem kłamstw. W 1983 roku Bernardin został mianowany kardynałem. Przypadek?

środa, 2 stycznia 2013

Karol Wojtyła właściwym człowiekiem?

   Jeśli chodzi o zmiany, które chciał wprowadzić Luciani, to z pewnością wielu w Watykanie powitałoby je z zadowoleniem. Jednakże nawet po tych, którzy mieli największe powody do obaw, należało się spodziewać, że najpierw by się uciekli do mniej dramatycznych środków. Rozważania te, jak już powiedziano, nie wykluczają z kręgu podejrzanych Villota, Cody’ego i Marcinkusa, ale przesuwają ich w kierunku końca listy, na której początku stoją tym samym nazwiska Calviego, Sindony i Gelle-go. Czy ci trzej mężczyźni, lub jeden z nich, byli zdolni do takiego czynu? Krótka odpowiedź brzmi: tak.
   Niezależnie od tego, kto zamordował papieża Albino Lucianiego, sprawca najwyraźniej liczył na to, że następne konklawe i następny papież wyrzucą na makulaturę osobiste decyzje Jana Pawła I. Dla wszystkich pięciu mężczyzn wybór „właściwego” człowieka na papieża mógłby przynieść ratunek. Z pewnością żaden z nich nie zaryzykowałby morderstwa tylko po to, by zapewnić sobie miesięczną karencję udzieloną z łaski. Chodziło o zatroszczenie się, by wybrano „właściwego człowieka”; wówczas nie obawiano by się już niczego więcej. Dwóch z tej piątki, Villot i Cody, miało daleko sięgające możliwości wywierania wpływu na wybór dokonywany przez konklawe. Również Marcinkus nie był pozbawiony takiego wpływu. Odpowiednimi możliwościami i środkami dysponowali także Sindona i Gelli.

niedziela, 16 grudnia 2012

Infiltracja Kościoła - coś nowego?

mason Baggio, imię w loży — Seba, numer w loży - 85/2640, przyjęty 14 sierpnia 1957 r

Co najmniej 121 masonów w Watykanie?

  P2 zajmowała się wieloma sprawami — również w Watykanie. W pierwszych dniach września 1978 r. Albino Luciani zorientował się, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu wpadła mu do rąk ekskluzywna lista abonentów niezwykłej agencji informacyjnej pod nazwą L’Osservatore Politico (OP). Agencja ta była jednoosobową firmą, prowadzoną przez dziennikarza Mino Pecorellego. Odznaczała się tym, że informacje, które rozpowszechniała, często sprawiające wrażenie wyolbrzymionych historii o różnych odkryciach i skandalach w końcowym efekcie zawsze okazywały się prawdziwe. Tym więc sposobem, do czytelników serwisów OP, poza czołowymi politykami, dziennikarzami, politycznymi augurami i innymi, którzy przywiązywali wagę do wczesnego uzyskiwania informacji o ważnych sprawach, należał teraz również Albino Luciani. Artykuł, który w owych pierwszych dniach września wpadł mu w oko, dotyczył „wielkiej loży watykańskiej”. Zawierał listę 121 nazwisk osób, które, jak twierdzono, były członkami loży masońskiej. Wśród nich było wprawdzie parę osób świeckich, ale zdecydowaną większość stanowili kardynałowie, biskupi i inni wysocy rangą prałaci. Powód opublikowania przez Pecorellego tej listy był prosty: poróżnił się on ze swoim byłym wielkim mistrzem, Licio Gellim. Pecorelli był członkiem P2 i w gniewie wystąpił z niej. Jeżeli informacje Pecorellego były prawdziwe, to oznaczały, że Luciani był praktycznie otoczony masonami — a bycie masonem było automatycznie równoznaczne z natychmiastową ekskomuniką. Jeszcze przed rozpoczęciem konklawe przebąkiwano niejednokrotnie, że wielu najwyższych dostojników kościelnych było masonami. Teraz, 12 września, nowy papież miał przed sobą listę ich nazwisk. Luciani reprezentował pogląd, że kapłan w żadnym wypadku nie może być członkiem loży. Wiedział, że wielu katolików świeckich, których znał osobiście, było masonami. Godził się z tym tak samo, jak z faktem, że inni jego przyjaciele byli komunistami. Nauczył się żyć z takimi sytuacjami, ale w przypadku osób w sutannie, przykładał do nich znacznie ostrzejszą miarę. Kościół katolicki dawno temu obwieścił, że odrzuca wolnomularstwo. Nowy papież z pewnością był gotowy do dyskutowania na ten temat, ale lista nazwisk 121 członków loży nie podlegała dyskusji.
   Sekretarz stanu, kardynał Villot, występujący w loży pod imieniem Jeanni, numer członkowski 041/3, przyjęty do Loży Zuryskiej 6 sierpnia 1966 r. Minister spraw zagranicznych Watykanu, kardynał Agostino Casaroli, kardynał Ugo Poletti, wikariusz Rzymu. Kardynał Baggio. Biskup Paul Marcinkus i monsignore Donato de Bonis z Banku Watykańskiego.

Ojciec chrzestny: fikcja czy rzeczywistość?

Temat Marcinkusa, Sidony, Calviego, P2, Banku Watykańskiego, współpracy z CIA i innych jest przeogromny. Poniżej tylko nader drobny urywek.

   Roberto Calvi był centralną figurą afery gospodarczej o budzących grozę rozmiarach: kradzieży ponad miliarda dolarów. Kradzież ta zostałaby ujawniona, gdyby Luciani żył dłużej. Wykryto by ją jeszcze w 1978 r. Po śmierci Lucianiego Calvi mógł kontynuować niesłychaną wręcz serię oszustw. Ponad 400 mln dolarów, więcej niż dwie piąte łącznej sumy,która wyparowała — prawdopodobnie zaginęła w trójkącie panamskim — Calvi pożyczył sobie dopiero po śmierci Albino Lucianiego. Calvi doradzał wszystkim swoim znajomym, by czytali powieść Ojciec chrzestny, gdyż, jak zwykł mawiać: Wówczas będziecie wiedzieli, co się dzieje na świecie. W jego świecie działo się tak bez wątpienia. Do końca życia zajmował się „praniem” pieniędzy mafii, a więc pełnił rolę, którą przejął od Michele Sindony. W taki sam sposób troszczył się również o pieniądze P2. „Prania” pieniędzy dokonywał z pomocą Banku Watykańskiego: „brudne pieniądze”, dochody z okupów, handlu narkotykami, handlu bronią, napadów na banki, kradzieży biżuterii i dzieł sztuki, wędrowały z Banco Ambrosiano na włoskie konto Banku Watykańskiego, a stamtąd do Banca del Gottardo lub Szwajcarskiego Towarzystwa Bankowego. Powiązania Calviego ze światem kryminalnym rozciągały się od kierownictwa mafii aż do zwykłych, prymitywnych morderców, od skorumpowanych bossów gospodarczych do prawicowo-ekstremistycznych grup terrorystycznych. 
   Niedobór 1,3 mld dolarów w bilansie Banco Ambrosiano był wynikiem nie tylko oszukańczych praktyk Calviego, polegających na kupowaniu akcji swego własnego banku. Wiele milionów popłynęło do kieszeni jego protektorów i obrońców politycznych we Włoszech. Milionowe sumy otrzymywali także Gelli i Ortolani. Calvi przekazał z Peru 55 mln dolarów na konto w Szwajcarskim Towarzystwie Bankowym w Zurychu (U.B.S.). Właścicielem tego konta był Licio Gelli. Dalsze 30 milionów dolarów wylądowało na kontach, które brat Calviego z loży P2, Flavio Carboni, utrzymywał w bankach szwajcarskich. Na początku 1982 r. Calvi przekazał do Peru 470 mln dolarów bezpośrednio z mediolańskiego banku macierzystego. Potem wcisnął swojej sekretarce do ręki bilet lotniczy do Monte Carlo i stertę depesz. Rozesłane zgodnie z poleceniem z Monte Carlo dalekopisem, spowodowały, że pieniądze z Peru przekazano dalej, na kilka kont w Szwajcarii. Włoscy chrześcijańscy demokraci, komuniści i socjaliści nie byli jedynymi ugrupowaniami politycznymi, które otrzymywały pieniądze od Calviego. Na bezpośrednie polecenie Gellego miliony przekazywano juntom wojskowym, które panowały wówczas, względnie panują jeszcze dziś w Argentynie, Urugwaju i Paragwaju. Za pieniądze, które ukradł Calvi, między innymi argentyńska junta wojskowa zakupiła we Francji rakiety Exocet; w zrealizowaniu finansowej strony tego kontraktu pomogła filia Calviego w Peru. Potajemnie i nielegalnie miliony płynęły do kas „Solidarności” w Polsce.
   Sindona zwykł mówić wszystkim, że jeżeli chcą zrozumieć, co dzieje się na świecie, powinni czytać książkę Mario Puzo, Ojciec Chrzestny. Nosił ją zawsze przy sobie jak ksiądz swoją Biblię. Sindona przedstawił Calviego szefowi Banku Watykańskiego, biskupowi Marcinkusowi w 1971 r. Od razu przyjęto go do ekskluzywnego kręgu uomo di fiducia, mężów zaufania Watykanu. Do tego kręgu doradców i agentów finansowych Watykanu — Spółki z o.o. należeli tacy ludzie, jak Sindona, Spada, Mennini i Bordoni, wszyscy bez wyjątku niezwykle starannie dobrani.
   Sindona miał najwyraźniej wysoko rozwinięte poczucie humoru. Jedną z firm znajdujących się w posiadaniu Gulf and Western była wytwórnia filmowa Paramount w Hollywood. Jednym z najbardziej kasowych jej filmów był w owym czasie Ojciec chrzestny według powieści Mario Puzo. Tak więc można powiedzieć, że film, który znakomicie przedstawiał amoralny obraz świata mafijnego, przyniósł swoim producentom niezwykłe zyski, których część postawiono znowu do dyspozycji doradcy finansowemu rodzinmafijnych Gambino i Inzerillo, Michele Sindonie, człowiekowi, który obracał milionami zarobionymi przez te rodziny głównie na handlu narkotykami. W ten sposób koło się zamknęło. Rzeczywistość naśladowała fikcję.

niedziela, 9 grudnia 2012

Dixit: Yallop - Luciani, a duch soboru

Luciani bardziej niż którykolwiek inny kardynał włoski realizował w praktyce ducha tego zwołanego przez papieża Jana XXIII Soboru.

Dixit: Yallop - przyjaciele Lucianiego?

Do kręgu przyjaciół Lucianiego należało także wielu niekatolików. Gośćmi w jego domu byli zarówno Phillip Potter, ciemnoskóry sekretarz Światowej rady Kościoła, jak i przedstawiciele Żydów, Kościoła Anglikańskiego i Ruchu Zielonoświątkowego. Z Hansem Kungiem wymieniał książki i listy. Gdyby Kuria Rzymska wiedziała o tym wszystkim, zapewne w całym Watykanie zaczęłyby rozbrzmiewać dzwonki alarmowe."

Dixit: Yallop o wpływie Wojtyły na Lucianiego

...poza swoim językiem ojczystym i łaciną Albino Luciani znał jeszcze niemiecki, francuski, portugalski i angielski! Był znany nie tylko większości kardynałów włoskich (z wyjątkiem kardynałów Kurii), lecz także pielęgnował wiele przyjaźni za granicą. W Wenecji gościli u niego Polacy Wojtyła i Wyszyński. Wojtyła wywarł trwały wpływ na stosunek Lucianiego do marksizmu.

Dixit: Yallop o sytuacji podczas konklawe

Istniało „prawe” skrzydło, którego ambicją było cofnięcie Kościoła na pozycje, zajmowane przed II Soborem Watykańskim, a więc przede wszystkim przywrócenie rygorystycznej dyscypliny wewnątrzkościelnej. „Lewe” skrzydło chciało papieża, który rozumiałby biednych i był wiarygodnym obrońcą ich interesów, papieża, któremu nie były obce demokratyczne reguły gry, i który zapewniłby biskupom prawo współdecydowania o tym, w jakim kierunku ma zmierzać Kościół. Życzyli sobie Jana XXIII, podczas gdy przedstawiciele prawego skrzydła rozglądali się za Piusem XII.

Dixit: Yallop o H. Kungu

Zbycie jednym ruchem ręki ludzi o formacie Hansa Kunga, Yvesa Congara i Edwarda Schillebeecka świadczy o postawie, którą chciałoby się niemal nazwać autyzmem duchowym. W oczach wielu ludzi, którzy się na tym znają, profesor Kung na przykład jest wybitnym teologiem katolickim naszych czasów.

w wywiadzie dla włoskiego magazynu informacyjnego „Panorama” profesor Hans Kung powiedział, że jego zdaniem cały Kościół rzymskokatolicki ma problemy seksualne i będzie je miał nadal, dopóki nie podważy się encykliki Humanae vitae. Regulację urodzeń określił jako najważniejszy z piętrzących się przed papieżem problemów. Jest to podstawowa sprawa dla Europy i Stanów Zjednoczonych, przede wszystkim jednak dla Trzeciego Świata... Niezbędna jest rewizja „Humanae vitae”. Wielu teologom, a także biskupom nie sprawiłoby trudu zaakceptowanie regulacji urodzeń, również przy użyciu sztucznych środków, gdyby istniała wreszcie gotowość uznania, że można skorygować regulacje wprowadzone przez wcześniejszych papieży.

Dixit: Yallop o Sirim

Sytuację jeszcze bardziej komplikował fakt połączenia sił 15 sfrustrowanych kardynałów, którzy z uwagi na przekroczenie granicy wieku nie mogli być dopuszczeni do właściwego konklawe. Grupa ta, w której skład wchodzili pewni najbardziej reakcyjni ludzie z Watykanu, zaczęła popierać kandydata, który wydawał się najlepszym reprezentantem jej interesów i sposobu myślenia: arcybiskupa Genui, kardynała Giuseppe Siri. Siri walczył na pierwszej linii frontu przeciw wielu reformom Drugiego Soboru Watykańskiego. W poprzednich wyborach papieża był czołowym kandydatem prawicy. Wielu członków grupy „zbyt starych” uważało go za idealnego następcę Pawła VI, któremu swego czasu uległ. Nie wszyscy jednak tak myśleli; przynajmniej jeden z nich, kardynał Carlo Confalonieri, agitował dyskretnie za Albino Lucianim. Jednakże grupa jako całość uznała, że papieżem powinien być wybrany Siri. Kardynał Siri często uważa się za źle zrozumianego. Kiedyś gromił w kazaniu kobiety noszące spodnie i napominał je, by powróciły do tradycyjnego stroju kobiecego, by nie zapomniały swego prawdziwego zadania na tym świecie. Starając się dać Jego Eminencji okazję do wyjaśnienia, osłabienia lub zdementowania tej wypowiedzi, podczas moich dochodzeń poprosiłem Siriego o rozmowę. Najpierw zgodził się na nią, ale potem zażądał, bym przedłożył mu na piśmie moje pytania. Otrzymał je, łącznie z pytaniem o jego wypowiedź na temat kobiet i spodni. Odmówił spotkania. W czasie dziewięciu mszy żałobnych odprawionych w intencji zmarłego papieża wygłoszono kilka kazań wspomnieniowych. Jedno z nich wygłosił kardynał Siri. Człowiek, który przy każdej okazji kładł kłody na drodze papieża Pawła i blokował każdą z jego inicjatyw, uroczyście zadeklarował swoje poparcie dla celów zmarłego pontifexa.

Dixit: Yallop o plakatach po śmierci Montiniego

Po śmierci Pawła VI, do Rzymu zaczęli przybywać różni ludzi. Jak pisze Yallop , Rzym przyjął również "...wszelkich „nawiedzonych”. Ci ostatni ciągnąc ulicami miasta naklejali plakaty z apelem: „Wybierzcie katolickiego papieża"."

Zawżdy nikt nic wtedy jeszcze nie wiedział?