Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszkanin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszkanin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

Hanaczów: UPA

Hanaczow / zdj. hanaczów.pl
Pisana historia Hanaczowa sięga 1394 roku. Tego roku wieś zostaje podarowana Ojcom Franciszkanom przez Dymitra Wołczkowica.

2 lutego 1944, około godziny 21, 750-1000 banderowców oraz policjantów ukraińskich rozpoczyna atak z trzech stron. Rozlega się bicie dzwonu. Mieszkańcy Hanaczowa giną od kuli, noża lub siekiery. Mieszkańcy bronią się. Słychać rżenia palonego żywcem bydła. Ukraińcy strzelają świecącymi pociskami w kierunku plebani. Najmłodszy franciszkanin, o. Szczepan (Józef Krajski) udziela rozgrzeszenia umierającym nie patrząc na kule. Nadchodzi odsiecz. Napastnicy wycofują się około północy.

Zabito ok. 85 osób w tym 20 kobiet i co najmniej 13 dzieci. Około 100 osób jest rannych. 70 gospodarstw spalonych.

Po napadzie przybywa policja ukraińska. Komendant posterunku w Pohorylcach, podobno sam brał udział w napadzie. Kilka godzin później przybywa policja niemiecka. Żąda 12 krów i zabiera je przemocą.

Na wzgórzu, obok cmentarza zostaje wykopany wspólny grób. Kazanie wygłasza o. Wiktor. W pogrzebie uczestniczy czterech O.O. Franciszkanów oraz proboszcz z Przemyślan.

Dochodzą wieści o napadach banderowców na okoliczne wsie. Budynki zostają wzmocnione, przystosowane do obrony. Powstają zamaskowane "bunkry", schrony. Ojciec Wiktor stara się amunicję.

Wśród ocalałych znajduje się Andrzej Mucha, 21-letni czeladnik szewski. Przeżycia utrwala w pieśni - pieśni o męczennikach. Lament śpiewa w swej rodzinnej wsi. Po ewakuacji ludności do Biłek, obchodzi tamtejsze domy i śpiewając zbiera datki na swoje utrzymanie. Utwór zostaje spisany przez o. Leoncjusza (Stanisław Gościński). Trafia do grona literatów lwowskich. W 1944 r. zostaje wydana w nakładzie 7500 egzemplarzy przez BIP Komendy Obszaru.

9 kwietnia 1944 r., o godz.6.30 ojciec Wiktor odprawia tradycyjną uroczystą rezurekcję. Jakże inna, od tych innych, zapamiętanych. Wiele rodzin, dzieląc się święconym jajkiem, opłakuje śmierć najbliższych, poległych nie tak dawno. Ojciec Wiktor również dzieli się święconym jajkiem. Jakiem dzielą się żołnierze polscy, sowieccy i żydowscy. Stanowią jedność. Grozi im jednakowe niebezpieczeństwo. Bandy UPA wyzbyte wszelkich ludzkich uczuć. Również wobec kobiet, dzieci i starców. Jedyna szansa przeżycia - walka na śmierć i życie.

Wróg zaatakował ponownie. Szturm poprzedził ostrzał z CKM-ów i pocisków zapalających. Matki z dziećmi skryły się w zabarykadowanym kościele. Ojciec Wiktor podtrzymuje na duchu zgromadzonych. Udziela komunii świętej. Michał Nieckarz, ciężko ranny udaje zabitego. Dzięki temu ocalał. Stracił żonę i pięcioro dzieci w wieku od 1 do 7 lat. Zostali zamordowani. Bagnetami. Uchodząc, oddziały UPA zabierają rannych i zabitych. Tym, których nie dają rady zabrać, by uniknąć identyfikacji, ucinają głowy.

Przybywa Wermacht. Kilka dni po napadzie. Mimo strzałów i łuny pożarów nie przyjechali od razu. Wiedzieli o planowanym napadzie. Zabierają ok. 40 szt bydła i odjeżdżają.

Andrzej Mucha układa kolejną pieśń. Jest ostatnia zwrotka brzmi:

"Powrót był bolesny świat stał się ponury
wolność i wygoda to kościelne mury
Ksiądz Błaż tak pociesza by nie tracić ducha
przyjdzie czas spokojny minie zawierucha".

piątek, 24 maja 2013

Ojciec Wiktor Mróz o swoim zdrowiu


Grudzień 1964
...zeszłego roku, kiedy to w nocy dostałem ataku serca i do dzisiaj nie mogę się jeszcze wylizać ze skutków tego ataku.

Grudzień 1964
Do wszystkich teraz piszę i staram się nawiązać przerwane kontakty i poprzepraszać ludzi, bo ze sercem nie ma żartów, nie wiem, kiedy odmówi posłuszeństwa i stanie...

Październik 1965
Ja z powodu choroby serca musiałem zdezerterować z tych wysp na Oceanie Spokojnym między Kyushu a Okinawą, gdzie byłem wielkim proboszczem w pięciu malutkich kościółkach o łącznej liczbie wiernych 680 dusz... W Polsce w zapadłej Pipidówce ostatni wikary ma więcej dusz do obsługi.

Grudzień 1965
Ale nie ma pieniędzy na filmy ani na kupienie nowych taśm w celu nagrania, musielibyście poczekać, aż może mi jaka miłosierna dusza z Ameryki coś przyśle, bo wydałem wielkie sumy pieniędzy na choroby, lekarzy i szpitale.

Grudzień 1965
...bo wie Brat, teraz w ziemie dzień krótszy, a roboty dużo, zdrowie niebyt mocne i trzeba wcześnie iść do łóżka.

Grudzień 1965
Szynkę dałem do wspólnego użytku, jako święte Konstytucje nakazują, ale mód chyłkiem zatrzymałem u siebie niby to - jako lekarstwo na serce... jem, jak mi się coś nie powiedzie, aby sobie życie osłodzić...

Grudzień 1967
...serce mi coraz częściej nawala, a tu tyle jeszcze wad w sobie widzę, że aż strach mi umierać...

Kwiecień 1968
Coraz więcej naszych drogich przenosi się na tamtą stronę i nam nie wypada nic innego, tylko zaczynać przygotowanie do przejazdu. Mimo choroby serca jeszcze pracuję, ale czuję, że i ze mną zaczyna być krucho. Ano, komu w drogę, temu czas.

Kwiecień 1968
Coraz więcej naszych drogich przenosi się na tamtą stronę i nam nie wypada nic innego, tylko zaczynać przygotowanie do przejazdu. Mimo choroby serca jeszcze pracuję, ale czuję, że i ze mną zaczyna być krucho. Ano, komu w drogę, temu czas.

Grudzień 1968
...przy lichym zdrowiu (serce) mam wielki nawał zajęć...

Wrzesień 1970
Tym razem nie wylądowałem w szpitalu, jak to zwykle bywa, serce się dzielnie spisało.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Buffalo News: Wiktor Mróz, Tradycjonalistyczny kapłan.

rocznicowy obrazek o. Wiktora / zbiory Semper fidelis et paratus

Uroczysta Msza Requiem za wielebnego Wiktora Mroza, 77, narodowości Polskiej, znającego św. Maksymiliana Kolbe, zostanie ofiarowana w sobotę o 9.00 w Kaplicy Naszej Pani Różańcowej, 231 McKinley Parkway. Pogrzeb odbędzie się na cmentarzu św. Wojciecha, Lancaster.

Ojciec Mróz, wyświęcony na kapłana w Polsce, w roku 1941 podczas Nazistowskiej okupacji, zmarł we wtorek (29 kwietnia, 1992) w Szpitalu Sióstr, po ataku serca.

Często mówił przyjaciołom, że został kapłanem w wyniku spotkania ze św. Maksymilianem Kolbe, polskim Franciszkaninem Konwentualnym, który oddał swoje życie za współwięźnia w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Ojciec Kolbe, który był jego spowiednikiem, został kanonizowany w 1982.

Ojciec Mróz był pasterzem Kaplicy Naszej Pani Różańcowej. W lipcu świętował 50-o lecie kapłaństwa. Wspominał, że jako ksiądz służył w Polsce do roku 1944, w którym udał się do Niemiec. Przyjaciołom powiedział, że jako kapelan podziemnego ruchu walczącego z Nazistami, spędził wiele zimnych nocy na wzgórzach swojej ojczyzny - rozpalenie ognia sprowadziłoby Niemców oraz w wypadku złapania - śmierć.

Od 1944 do 1947 wraz z Amerykańskimi siłami zbrojnymi zajmował się działalnością repatriacyjną. Do Stanów Zjednoczonych przybył w 1944. Pozostał tu do roku 1949, w którym udał się do Japonii jako misjonarz. Służył tam przez 18 lat. W 1967 przeniósł się do Kanady. Do Buffalo przybył w 1969.

Ojciec Mróz, mieszkający w Holland, uważał siebie za tradycjonalistycznego kapłana, ponieważ kontynuował odprawianie swoich Mszy po łacinie przez wiele lat.

Wyjaśniłby, że przed Soborem Watykańskim II mającym miejsce w 1962, każda Msza w każdym Katolickim kościele byłą odprawiana po Łacinie.

"Nikt nie mógł dodać lub ująć nawet jednego słowa - żaden ksiądz, biskup czy kardynał". "Każdy Mszał na świecie był taki sam".

Ojciec Mróz zauważył, że Watykański II zmienił to poprzez "nową Mszę" odprawianą w świeckim języku ludu. Powiedział, że tekst Mszy był taki sam od siódmego wieku, aż do Watykańskiego II.
Diecezja Buffalo nie pozwoliła ani jemu, ani jego zwolennikom używać Katolickiego kościoła, ponieważ nie otrzymał pozwolenia kościoła na odprawianie Mszy Trydenckiej.

30 kwietnia 1992, Buffalo News

niedziela, 7 kwietnia 2013

o. Wiktor Mróz: Co z wizjami i przepowiedniami? Część III


Większość obecnych, tak zwanych prywatnych objawień oraz wizji może zostać nazwana "Przepowiedniami Zagłady", ponieważ niemal niezmiennie przewidują katastrofy wszelkiego rodzaju, mające spaść na Stany Zjednoczone, Europę oraz cały rodzaj ludzki.

Jaki rodzaj pewności możemy przypisać tym "Przepowiedniom Zagłady" i co powinniśmy o nich myśleć? Cóż, jeżeli będziemy kierować się wytycznymi prostego rozumowania, musimy dojść do wniosku, że jeżeli rodzaj ludzki dalej będzie deptał Boże przykazania, wtedy oznacza to, że Ameryka i reszta świata odrzucają Boże miłosierdzie i domagają się kary. I tak pewne, jak to, że noc następuje po dniu, nieważne w jakiej formie, nadejdą: głód, plagi, burze, huragany, potop, trzęsienia ziemi, ekonomiczny chaos, depresja, rewolucja, wojny, prześladowania lub komunistyczne przejęcie.

Wbrew tak poważnym i w pełni zaakceptowanym ostrzeżeniom danym nam przez Niebo w La Salette, Fatima, Lourdes oraz w innych zaakceptowanych objawieniach, ludzie nie potraktowali ich poważnie. Bardzo niewielu Katolików poświęciło im dużo uwagi, jeszcze mniej cokolwiek uczyniło. Mamy wiele doskonałych książek napisanych na przykład o Fatimie, ale relatywnie mało osób przeczytało je.

Najwyraźniej, przez pewien typ Katolików preferowane są nowoczesne, rzekome i wątpliwe objawienia i wizje takie jak Garabandal, Necedah, San Damiano, Veronica, San Bruno lub Meksykański "stygmatyk". Te głośne "głosy z Nieba:" przynoszą ze sobą zamieszanie, strach i wszelkie rodzaje przesądów oraz herezji.

Wszystko, w co mamy wierzyć, aby się zbawić, tak jak uczy Kościół, jest w Piśmie Świętym oraz Nienaruszalnej Tradycji. Pamiętajmy zwłaszcza o konieczności pokuty. Aby czynić pokutę oraz być zbawionym, nie musimy się kłopotać wieloma wątpliwymi i niezaaprobowanymi obecnymi wizjami i objawieniami. Znacznie lepiej i bezpiecznie jest je zignorować, nie ważne jak uduchowione i święte mogą się one wydawać lub na jak świętego może wyglądać wizjoner.

czwartek, 4 kwietnia 2013

o. Wiktor Mróz: Co z wizjami i przepowiedniami? Część II


Gdy Kościół udziela aprobaty dla jakichkolwiek prywatnych objawień, nie oznacza to, że wszystko i w każdym detalu jest historycznie prawdziwe. Deklaruje jedynie, że nie zawierają nic przeciwnego wierze i dobrym obyczajom oraz, że są warte ludzkiej dobrej wiary, zgodnie z roztropnością. Dokładność w drugorzędnych detalach, takich jak na przykład, krajobraz, ruchy, itd, nie jest konieczne. Tylko główny punkt jest koniecznie prawdziwy, to jest, wydarzenie, fakt, ujawniona komunikacja. Dokładność pobocznych szczegółów wizji nie jest gwarantowana przez Kościelną aprobatę samej wizji lub objawienia.

W ciągu ostatniej dekady miała miejsce powódź nowych, zgłoszonych objawień, wizji, ukazań, płaczących ikon, przepowiedni oraz wiadomości z Nieba do różnych ludzi na na całym świecie. Prawie każdego miesiąca nowe "objawienie" jest relacjonowane w kilku gazetach i publikacjach. Wiele z tych wiadomości jest długich i powtarzanych - i stąd, tylko na podstawie tego wątpliwych (jak wiemy, wiadomości z La Salette, Lourdes i Fatimy były raczej krótkie).

Są również inne powody by kwestionować wiele z tych zgłoszonych objawień. Nasz Pan Jezus Chrystus, mówiąc o naszych apokaliptycznych czasach, ostrzegł nas: "Strzeżcie się fałszywych proroków..." oraz: "Diabeł ukaże się jako anioł światła, czyniąc znaki i cuda, by zwieść, jeżeli to możliwe, nawet wybranych..." Również święty Paweł pisze do Tesaloniczan: "Nie wierzcie w każdego ducha, ale badajcie wszystkie rzeczy; zachowujcie te, które są dobre."

Kto jest kompetentny by sprawdzić i zdecydować, które objawienie jest prawdziwe, a które nie jest? Prywatna osoba? Gazeta lub inna publikacja? Wizjoner lub wizjonerka? Opinia publiczna? Grupa teologów? Żaden prywatny autorytet nie może tego zrobić. Tylko kompetentny autorytet Kościoła po długim i dokładnym przestudiowaniu może decydować o takich sprawach. I rzeczywiście, prawodawstwo Kościelne zapewnia bardzo szczegółowe zasady i procedury, wyszczególnione przez wielu papieży, szczególnie przez papieża Benedykta XIV w jego Bulli "Odnośnie Kanonizacji oraz Sług Bożych", opublikowanej w 1767 roku.

W osądzaniu objawień i wizji, Kościół musi uzyskać szczegółowe informacje o osobie, która wierzy, że on lub ona jest uprzywilejowana przez Boga, o faktach i okolicznościach dotyczących jakichkolwiek powiązanych nadprzyrodzonych zdarzeń. Musi zostać udowodnione, że ani diabeł, ani własne idee wizjonera nie kolidowały z działaniami Boga oraz to, że nikt nie tuszował objawień po ich wystąpieniu. Kościół musi zaznajomić się z charakterem wizjonera z wielu punktów widzenia: fizycznego, mentalnego, moralnego, mistycznego, medycznego, psychologicznego oraz ascetycznego; czy zaangażowana osoba jest solidna w ocenia, normalna jeżeli chodzi o wyobraźnię, dobrego charakteru, cnotliwa w życiu prywatnym i publicznym; czy kieruje się rozumem, a nie histerycznymi emocjami; czy ta osoba w przeszłości zdradzała niezdrowe iluzje; czy jej wiedza dotycząca wiadomości mogła zostać zaczerpnięta z książek lub konwersacji z innymi osobami. Jakie są cnoty ukazane przed i po objawieniu? Jakie efekty wywarła taka wizja na zaangażowanej osobie; czy postąpiła w świętości, pokorze, w oderwaniu od świata? Wartość drzewa może być osądzana na podstawie jego owoców. Oczywiście, cnota posłuszeństwa wobec autentycznych kościelnych autorytetów jest również najwyższej ważności w stwierdzaniu czy zgłoszone objawienia lub wiadomości są prawdziwie nadprzyrodzone.

wtorek, 19 marca 2013

o. Wiktor Mróz: Ekumenizm prowadzi do apostazji. Część III


      Podczas, gdy Sobór wciąż trwał, kardynał Willebrands odbył kolejną podróż do Moskwy. Towarzyszył mu jeden z rosyjskich obserwatorów Soboru. Nocą udali się do małego, taniego hotelu, gdzie zostali przedstawieniu kolejnemu kardynałowi - kardynałowi Slipyi, głowie Kościoła Katolickiego na Ukrainie. Kardynał Slipyi został właśnie przyprowadzony z obozu, gdzie spędził ostatnie 18 lat. Sowieckie autorytety zgodziły się go uwolnić, po warunkiem, że nie zostanie on "wykorzystany w antykomunistycznej propagandzie". Watykan przystał na to ochoczo. Slipyi, który nie czuł się dość dobrze by odbyć lot samolotem, został przetransportowany pociągiem do Wiednia, gdzie przebrano go w ciemny, cywilny garnitur, tak, że żaden nie był widoczny żaden znak jego kościelnej godności. W Rzymie, nie zauważony przez innych podróżnych, został zabrany samochodem papieskiego sekretarza. Co za dziwne zachowanie? Dlaczego nocne podróże, dlaczego zmiana stroju? Dlaczego tajemniczość? Czy Kościół wstydzi się swoich żywych męczenników? Czy kardynał Slipyi nie widział jak jego Kościół jest oficjalnie likwidowany przez sowieckich satrapów w 1946; jak jego pięć milionów członków jest siłą włączonych do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, a połowa z 2 000 duchowieństwa zamordowana? Dlaczego nie został powitany jak bohater, w świetle dnia na schodach św. Piotra? Nawet teraz, wciąż jest więźniem Watykanu!

   Kardynał Willebrands, przełożony watykańskim Sekretariacie ds. Jedności Chrześcijan, w liście do dr. Pottera ze Światowej Rady Kościołów, napisał to odkrywcze stwierdzenie: "Jako Katolicy, nasze największe wysiłki ekumeniczne, są skierowane zarówno  w kierunku usunięcia istniejących jeszcze przyczyn separacji, jak i w kierunku adekwatnego wyrażenia komunii, która już istnieje pomiędzy wszystkimi Chrześcijanami." Większość protestanckich fundamentalistów, nawiasem mówiąc, traktuje Światową Radę Kościołów oraz Narodową Radę Kościołów jako silnie prokomunistyczne ciała, dokładnie tak jak robią wszyscy szczerzy, dobrze poinformowani ludzie.

   Większość fanatyków wierzy w to, że aby promować jedność z protestantami, żydami, komunistami, masonami i innymi, Katolicka Wiara Apostołów musi zostać rozcieńczona, i to nie tylko liturgia, ale wszystkie praktyki Katolickiej Tradycji, które są przeszkodą do tej jedności, muszą zostać wyeliminowane. Skutkiem tego jest to, że obserwujemy proces niszczenia Katolickiej Wiary w obecnej, posoborowej [post Vaticanum II] erze. To co zaczęło się jako "ekumenizm", zmierza do skończenia jako apostazja!

niedziela, 17 marca 2013

o. Wiktor Mróz: Ekumenizm prowadzi do apostazji. Część II

   
    Po śmierci Papieża Piusa XII w 1958 roku, po raz pierwszy w historii Kościoła widzimy ostre sprzeciwienie się następującej zasadzie: Zachować Prawdę za wszelką cenę. Pod naciskiem "ruchu ekumenicznego", wielu nauczycieli, teologów, nawet główni przywódcy Kościoła Katolickiego, wliczając Papieża Pawła VI, wyobraziło sobie utopijną jedność rodzaju pod Jednym Światowym Kościołem oraz Jednym Światowym Rządem. Ta "Ekumania", nie jest tylko pomysłem kilku radykalnych księży i zakonnic. Dotknęła już większości duchowieństwa w wielu krajach, zwłaszcza młodszej części katolickiego kleru.

    Definitywnie, jednym z głównych celów Drugiego Soboru Watykańskiego było promowanie "jedności". Zatem, wszelkiego rodzaju protestanci i niekatoliccy przedstawiciele byli zaproszeni do wzięcia udziału. Artykuł I "Dekretu o Ekumenizmie" jasno stwierdza, że "promowanie odnowienia jedności pomiędzy wszystkimi Chrześcijanami jest jedną z głównych trosk Drugiego Soboru Watykańskiego". Po raz pierwszy w historii Kościoła, heretycy oraz schizmatycy siedzieli razem z Katolicką hierarchią, rozważając przyszły kurs tej Boskiej Instytucji, Katolickiego Kościoła. Nic więc dziwnego, że wynikiem takiego soboru była kompletna katastrofa!

   W 1962, twa tygodnie przed planowanym rozpoczęciem Drugiego Soboru Watykańskiego, kardynał Jan Willebrands został wysłany z Rzymu do Moskwy. Jego zadaniem było przekonać Rosyjski Kościół Prawosławny do wysłania na Sobór obserwatorów. Dotąd nigdy nie chcieli mieć z tym do czynienia w jakikolwiek sposób. Ale Willebrands był bardzo zdeterminowanym człowiekiem. Został upoważniony do poczynienia pewnych ustępstw na rzecz Rosjan. Jego misja zakończyła się sukcesem. Komunistyczni agenci przyjechali wziąć udział. Jak kardynał przeciągnął Rosjan na swoją stronę? Peter Nichols, rzymski korespondent Times'a, wyjaśnia: "Nie może być wątpliwości, że Watykan udzielił zapewnień, że Sobór nie stanie się antykomunistyczny..."

   Podczas Soboru, 450 biskupów - około jednej szóstej biskupów całego świata - przygotowało petycję, prosząc o potępienie Komunizmu. Zwrócili w niej uwagę, że jeżeli Sobór nadal będzie milczał w sprawie niebezpieczeństwa jakie stanowi komunizmu, będzie to ekwiwalentem odrzucenia wszystkiego co poprzedni Papieże powiedzieli przeciwko komunizmowi. Ale nie wydawało się to niepokoić kierujących Soborem. Petycja została zablokowana i skończyła w koszu na makulaturę.

   Drugi Sobór Watykański przejdzie do historii jako jedyny Sobór podczas, którego przywódcy Soboru Watykańskiego II z premedytacją zdecydowali się współpracować nie tylko ze wszystkiego rodzaju herezjami, ale również z komunizmem, najbardziej śmiertelnym wrogiem Kościoła.

wtorek, 12 marca 2013

o. Wiktor Mróz: Ekumenizm prowadzi do apostazji. Część I

    Zmartwychwstanie Chrystusa jest kamieniem węgielnym Katolickiej Wiary. Nigdzie nie zostało to lepiej wyrażone niż w Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian: "Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, próżne jest nasze nauczanie, próżna jest również wasza wiara." (1 Kor 15,13)

    Natychmiast po Wniebowstąpieniu, Apostołowie i uczniowie Chrystusa zaczęli publicznie głosić Jego zmartwychwstanie. Dokładnie w tym Jeruzalem i przed tymi samymi tłumami ludzi, którzy byli świadkami Ukrzyżowania oraz śmierci Naszego Pana. Absolutnie pewni zwycięstwa Chrystusa nad grzechem i śmiercią nie obawiali się niczego - ani biczowania, ani uwięzienia, ani nawet śmierci. Zaprowadzeni przed Sanhedryn, na groźby wysokiego kapłana odpowiedzieli bez strachu: "Musimy być posłuszni raczej Bogu, niż człowiekowi. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego skazaliście na śmierć, zawieszając Go na drzewie, a my jesteśmy świadkami tych rzeczy." (Ap 5,29)

     Poprzez wieki, do końca pontyfikatu Papieża Piusa XII w 1958 roku, następcy Apostołów - Papieże, biskupi, księżą, całe nauczające ciało Kościoła - uczyli tych samych prawd objawionych przez Jezusa Chrystusa i z tą samą nieugiętą stanowczością, z jednym Soborem po drugim, a było ich dziewiętnaście [łącznie 20 - tłumacz], wycinając każdy zalążek wrogiej doktryny ludzkiego pochodzenia. Herezje były szybko potępiane, a Artykuły Wiary były wciąż i wciąż potwierdzane.

   Nauczanie prawdy, pełnej prawdy Ewangelii było zawsze najwyższą zasadą Magisterium. Studiując historię Soborów Kościoła, nie znajdujemy śladu jakiejkolwiek zmiany w religii, w nauczaniu, w teologii moralnej lub dogmatycznej. Nawet liturgia, oparta bardziej na tradycji i Kościelnym prawodawstwie, niż na bezpośrednim boskim objawieniu, pozostała niezmieniona przez wieki. Pasterze i przywódcy Kościoła zachowali w pamięci to, co rozkazał im Jezus Chrystus: "Nauczajcie wszystkie narody. Zachowujcie wszystko co wam przykazałem." (Mt 28,20) I nie zapomniane były również te mocne słowa Świętego Pawła: "Jeżeli ktoś nauczał by was ewangelii innej niż ta, którą otrzymaliście, niech będzie wyklęty." (Gal 1,8)

   Słowem, poprzez wieki od czasu Chrystusa i Jego Apostołów, Kościół Katolicki gorliwie strzegł i krzewił Doktrynę Chrystusa, tak jak nauczali Jego Apostołowie. Kościół nie szukał kompromitacji Wiary z heretykami lub fałszywymi prorokami. Słowo "ekumenizm" nie zostało wynalezione. Żaden Papież nigdy nie próbował "otworzyć okna" lub "dopasować Kościoła do współczesnych czasów". Każdy wysiłek w kierunku ustępstwa wobec upadłej natury człowieka lub świata, napotykał silną opozycję ze strony ciała nauczającego oraz przywódców Kościoła, pomnych tak mocnych ostrzeżeń, jak to św. Jana Apostoła: 'Każdy kto postępuje, a nie trwa w doktrynie Chrystusa, nie jest z Boga. Kto trwa w doktrynie, ten ma i Ojca, i Syna Jeżeli ktokolwiek przychodzi do was i tej doktryny nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go. Albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów." ( 2J, 7-11) I tych, którzy chcieliby skompromitować doktrynę na rzecz "ekumenizmu", św. Paweł szczerze pyta: "Co bowiem wspólnego ma światło z ciemnością?" (2 Kor 6,14)

niedziela, 3 marca 2013

o. Wiktor Mróz: Co z wizjami i przepowiedniami? Część I


Jednym z najbardziej charakterystycznych znaków naszych czasów jest ogromny wzrost zainteresowania katolików wszelkiego rodzaju przepowiedniami, wizjami, prywatnymi objawieniami i ukazaniami. Do tego odpowiedni wzrost zainteresowania czarnoksięstwem, spirytyzmem, voodoo oraz kultem szatana w niechrześcijańskim społeczeństwie. W niemal każdej księgarni pracownik zapewni cię, że wiele książek poświęconych tym tematom jest bestsellerami. Zobaczysz również, że zajmują one również czołowe miejsca na półkach.

Ogólnie mówiąc, nie ma nic złego, jeżeli katolicy są zainteresowani takimi przepowiedniami i prywatnymi objawieniami, jeżeli tylko spełniają one jeden warunek: naprawdę pochodzą od Boga i nie są wytworem czyjejś wyobraźni, oszustwa, histerii lub, jak w wielu przypadkach, po prostu dziełem złych duchów, mającym na celu zwiedzenie nawet wybranych.

Są dwa rodzaje objawień:
1. Objawienie publiczne lub powszechne, które zawiera się w Piśmie Świętym oraz depozycie Apostolskiej Tradycji przekazywanym przez Kościół. To zakończyło się z nauczaniem oraz śmiercią Apostołów. Wszyscy muszą w niej wierzyć.

2. Objawienie prywatne, które czasem ma miejsce w życiu dobrych i świętych Katolików. Jeżeli te objawienia są zaakceptowane przez Kościół, powinno się w nie wierzyć, jako prawdziwe. Znajomość lub przyjęcie jakiegokolwiek objawienia prywatnego nie jest jednak konieczna do zbawienia. A więc, gdy Kościół aprobuje je, deklaruje tylko, że nie ma w nich nic przeciwnego wierze lub dobrej moralności, że możemy je zaakceptować bez narażania się na niebezpieczeństwo, a nawet możemy odnieść korzyść w naszym życiu duchowym. Poprzez taką deklarację, Kościół nie nakłada na wiernych żadnych zobowiązań do wierzenia w nie, pomimo tego, że wiele z tych prywatnych objawień, które zostały zaakceptowane przez Kościół, wywarło olbrzymi wpływ na życie Kościoła oraz wiernych (jako przykład, Lourdes i Fatima). W wypadku przepowiedni dowodem ich autentyczności będzie, nie tyle kościelna akceptacja, co wydarzenia mające miejsce, wedle tego co zostało przepowiedziane.

Aroganckim i nieroztropnym było by odrzucić wszystkie objawienia prywatne, argumentując, że nie są one potrzebne do zbawienia. Gdyby każdy Katolik żył doskonale katolickim życiem według Świętej Ewangelii oraz Apostolskiej Tradycji, zgadzam się, że wtedy nie było by potrzeby dalszych, boskich manifestacji.

Ale jakże często, zwłaszcza w naszych obecnych czasach, ludziom nie udaje się żyć wedle Katolickiej Wiary. Gdy zwycięża niemoralność oraz grzeszność, prywatne objawienia mogą poruszyć śpiące sumienia wiernych i na nowo skierować je w kierunku pokuty i zbawienia.  Faktycznie, wszystkie zaaprobowane objawienia prywatne Naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz Jego Błogosławionej Matki wzywają nas do czynienia pokuty, zmiany naszego życia oraz powrotu do sakramentów. Powszechnie znane jest również, że wiele z naszych najbardziej pielęgnowanych nabożeństw zaczęło się poprzez prywatne objawienia, choćby Różaniec, Szkaplerz, Poświęcenie Najświętszemu Sercu Jezusa, itp..

Jeżeli jakiekolwiek prywatne objawienie nie służy promowaniu pobożności wiernych, jedynie zadowala próżną ciekawość, ich autentyczność może zostać poddana w wątpliwość.

piątek, 22 lutego 2013

Zrozumieć Myśl Bożą


Każde stworzenie, choćby najmniejsze, każda czynność jego, każda rzecz, oprócz kształtu właściwego, zewnętrznego, zawiera jeszcze treść inną, myśl Bożą, ideał Boży. Bóg się na niej odbił, jak się pieczęć odbija na wosku...

http://trzecizakonfranciszkanski.blogspot.com/2013/02/zrozumiec-mysl-boza.html

czwartek, 14 lutego 2013

List o. Wiktora: Zlecenie z Fatimy nie jest zrozumiane ani wykonane

 Aby dziś coś pozytywnego Bratu napisać, przepiszę i wyślę Bratu, co następuje:

Sprawozdanie, złożone Biskupowi pewnej siostry zakonnej, której się ukazała Matka Najśw. w Montrealu, dnia 5 sierpnia 1949.

"Matka Najśw. mówiła mi dziś rano, że jest Jej życzeniem, by dusze zakonne wróciły do Jezusa. Napisz swemu kierownikowi duchownemu, aby zorganizować legion dusz zakonnych i kapłańskich w celu wynagradzania Memu Niepokalanemu Sercu. 

Zlecenie z Fatimy nie jest zrozumiane ani wykonane. Za mało dusz kapłańskich i zakonnych wypełnia Moje życzenia, a tylko przez Moja Niepokalane Serce Król Miłości udzieli pokoju światu, bo Mój Drogi Syn Mnie powierzył pokój świata. Nie zapominajcie, dusze zakonne, że wy jesteście najwięcej odpowiedzialne za obecne zło w świecie. 

Tak. Za mało dusz zakonnych wprowadza w czyn zlecenie moje w Fatimie i dla zatwardziałości waszych serc nie mogę już dłużej wstrzymywać ręki Sprawiedliwości Bożej. Ach, droga Moja córko, mówiła, szlochając bardzo i akcentując każde słowo: nie mówię nic nowego, tylko smutną rzeczywistość obecnej chwili. Jeżeliby dusze zakonne i poświęcone zdawały sobie sprawę czym są, a czym być powinne, świat nie byłby do takiego stopnia zatwardziały w złym, lecąc w przepaść piekła. 

Tak, żebyście były posłuszniejsze, więcej umartwione, pokorniejsze i uboższe, Serce Jezusowe nie byłoby tak obrażane. Powiedz Jego Ekscelencji, że dla zbawienia świata potrzebny jest legion dusz zakonnych, oddających się modlitwie i pokucie w duchu wynagradzania. 

Żądam serdecznej miłości dla bliźnich, zapomnienia siebie we wszystkim dla wynagradzania za grzechy zmysłowości i samolubstwa, które po dziś dzień strasznie ranią Najsłodsze Serce Jezusa. Żądam, aby dusze poświęcone i zakonne odmawiały Różaniec codziennie w duchu wynagradzania i wykonywały wszystkie swe czynności przez Moje Niepokalane Serce, zawsze w duchu wynagradzania i zadośćuczynienia. Czasy są za poważne, aby szukać czegoś innego. 

Ekscelencjo, jak ta święta Dziewica płacze! A płacze szczególnie za dusze poświęcone i zakonne! O, gdyby te dusze wiedziały, musiałyby zmienić swoje życie!"

........................................................................
List otrzymano od czytelnika. Oryginał znajduje się w zbiorach Archiwum Niepokalanowa. Zgodnie z życzeniem czytelnika - prosimy o wsparcie modlitewne oraz materialne franciszkańskiego archiwum w Niepokalanowie. Akapity od redakcji.

piątek, 1 lutego 2013

o. Wiktor Mróz: proroczy list

Pisze mi brat Romuald, że parasz się teraz figurkami, jakie Osaka narobiła, może to i dobra rzecz, ale tu w Ameryce figurki już nikt nie uznaje. Stoją po strychach i w garażach. Ludzie wolą się modlić do pustych ścian, jeśli wogóle się modlą. Modlitwy też wyszły z mody. Im więcej Kościół katolicki się 'reformuje" - tym więcej staje się podobny do "kościoła reformowanego", to jest protestanckiego, a nawet idzie dalej na lewo, bo już słychać między protestantami, że upominają się nawzajem, aby nie spaść tak nisko, jak katolicy i modlą się o nawrócenie katolików, mają mieć też wnet misje w krajach katolickich.

Tydzień temu papież Paweł VI - jak podał dziennik buffalowski - wzywał Kościół anglikański, aby się przyłączyli do katolickiego, bo katolicki już jest na takim poziomie, jak oni, aby tylko się wpisali na listę, a wszystko, w co wierzą i co uznają i  co praktykują mogą sobie zatrzymać - bo nic nas już nie różni. Ich pastorzy automatycznie zostaną na tych samych stanowiskach jako księża katoliccy. Nasze pismo diecezjalne, Magnificat - ciągle chwali protestantów w niebogłosy, że aż się wprost człowiek wstydzić zaczyna, że nie jest się protestantem. A wczoraj w Courier Express - świeckim dzienniku, była wiadomość na trzeciej stronie, że Kościół katolicki nawiązuje ścisłe więzy z żydami, a jakże. Z komunistami już jest w zgodzie, a przynajmniej idzie w ich kierunku, z masonami nie ma walki, bo to przecież bracia. Protestantom już się zazdrości ich doskonałości i małpuje ich liturgię i obyczaje.

Pozostał jeszcze tylko djabeł, z którym Kościół oficjalnie nie ma stosunków w duchu ekumenicznym, ale jeśli ruch ekumeniczny pójdzie dalej w tym samym tempie, a nowi teologowie będą dalej zgłębiać doktrynę, to jestem absolutnie pewny, że wnet będziemy mieli z djabłem jak najlepsze stosunki, ba, nawet połączymy się w jedności religii, pokoju i miłości, djabeł biedak już i tak traci grunt pod nogami, bo większość nowoczesnych teologów nie uznaje wieczności piekła, a więc musi się z tymi teologami połączyć, bo co będzie z jego państwem i władaniem? Już tylko kilka zebrań teologicznych i ekumenicznych, a djabeł dostanie należne sobie miejsce w liturgii, jako potężny duch przekory i postępu, patron modernizmu i opiekun tych księży z długimi włosami, którzy aż pianę z gęby puszczają z wyczerpania w walce o prawo do żeniaczki, zniesienie celibatu.

Jak na razie - wedle wszystkich "nowoczesnych" dzieł teologów katolickich - protestanci są OK, a wszystko, co było dotychczas katolickie - śmierdzi myszką, jest zacofaniem, zabobonem, bigoterią, różaniec niczym się nie różni od chińskich młynków do modlitwy, a obrazy i dzieła sztuki - są abominacją, zgnilizną kapitalistów duchownych i świeckich. Ale wnet reforsiści katoliccy pójdą dalej: bo kto ich zatrzyma w badaniach? przecie kary i klątwy i cenzury na autorów są zniesione, na duchownych też. tu jeden z księży chodzi po seminariach i kolęduje o potrzebie zniesienia spowiedzi i t.p. wydał książkę przeciwko biskupom i papieżom i żadna suspensa go nie zdybała, bo kar duchownych nie ma. A więc będzie tak, że protestanci pozostaną na swoich miejscach jako ostoja, a katolicyzm zacznie się rozproszkowywać na liczne sekty lewicowe, komunizujące i ateistyczne. Nie wierzysz w to? bo ja jestem pewny. Corruptio optisi-passima.

Nie mówię, że kościół katolicki upadnie, gdzieś pozostanie, schowany in pettore albo w katakumbach, ale ogół pogrąży się w setkach sprzecznych sekt protestanckich graniczących z materializmem i ateizmem.

.........................
Był listopad 1970.

Z listu wynika kilka rzeczy. Obala również mnóstwo naiwnych twierdzeń.

1. Polski zakonnik precyzyjnie opisał zmiany i reformy.
2. Precyzyjnie i trafnie przewidział do czego doprowadzą "reformy".
3. List ten dokumentuje istnienie jednej osoby, która wiedziała co się dzieje.
4. Nie było więc niemożliwym spostrzeżenie co się dzieje
5. Nie wszyscy się nabrali
6. Niektórzy byli czujni, co więcej kierunek zmian był dla nich oczywisty.
7. Można było dojść do takich wniosków jak o. Wiktor już w roku 1970. Nie musiał czekać do roku 1976, 1983, 1988, 2000 czy 2013.

Dla jednego zakonnika pewnym jest, że Kościół jest niszczony, że zostanie sprowadzony do katakumb.

Co robią możni tego świata, co robią biskupi, prymasi? Idą na emeryturę. Powoli wprowadzają zmiany. Podróżują. Delikatnie oporują. Organizują spotkania ekumeniczne. Dialogują.

Czy miast tego nie powinni wręcz rozpaczliwie bronić Kościoła? Czy nie powinni bić na alarm? Jakże śmieszne są argumenty o wielkich teologach, takich jak Ratzinger czy Wojtyła. Jakże śmieszne są argumenty jakoby byli oni wielkimi obrońcami Kościoła. Kimże innym oni są niż tymi teologami o których mówi ojciec Wiktor?

List otrzymano od czytelnika. Oryginał znajduje się w zbiorach Archiwum Niepokalanowa. Zgodnie z życzeniem czytelnika - prosimy o wsparcie modlitewne oraz materialne franciszkańskiego archiwum w Niepokalanowie. Pogrubienia oraz akapity od redakcji. Zachowano oryginalną pisownię.
 

czwartek, 10 stycznia 2013

o. Wiktor Mróz: Gdzie jest dziś katolicka prasa?

Gdzie jest dziś katolicka prasa?

ojciec Wiktor Mróz, O.F.M., Conv.


    Dzisiejsza tak zwana katolicka prasa jest niczym bardzo chory człowiek, umierający z powodu solidnej infekcji oraz ciężkiego zatrucia zabójczymi truciznami takimi jak Modernizm, Liberalizm, Sekularyzm, Naturalizm, Ekumenizm itp. Jeżeli spojrzysz na stare numery Katolickich periodyków, sprzed Drugiego Soboru Watykańskiego i porównasz je z dzisiejszymi numerami tych samych periodyków lub gazet - zobaczysz różnicę. Tytuł będzie ten sam, ale duch, kontekst są inne. Znajdziesz w nich rozcieńczony, częściowy Katolicyzm, pomieszany z wieloma dziwnymi ideami. Ideami kolaboracji z czymkolwiek i wszystkim co jest obce Katolickiemu duchowi oraz nauczania sprzed Drugiego Soboru Watykańskiego. Nigdy nie znajdziesz tej silnej woli by bronić prawdy, by walczyć przeciwko siłą niszczącym nasz Kościół i nasze społeczeństwo. Całkowicie brak nieustraszonej, apologetycznej gorliwości wobec jakiegokolwiek ataku wroga. 

Prasa pozbawiona mocy


   Standardowym podejściem najlepszych Katolickich gazet w nowoczesnym Kościele nie jest nic więcej poza delikatną obroną. Jeżeli już światło dzienne ujrzy artykuł poświęcony takim tematom jak Komunizm, Masoneria, Protestantyzm, itd., zawsze będzie słaby i rozcieńczony, bo inaczej nasi "odłączeni bracia" czytając go mogliby zostać urażeni. W rzeczywistości, w dzisiejszej tak zwanej katolickiej prasie, nie znajdziesz żadnego wartościowego artykułu przeciwko Komunizmowi, Masonerii, Tajemniczym Stowarzyszeniom, itp. Również nic przeciwko jakiejkolwiek herezji.
     Powodem niezdolności katolickiej prasy do oparcia się wpływowi świeckiego świata dookoła nas jest fałszywy duch adaptacji i tolerancji, wolności sumienia, wolności religijnej wprowadzonych do Kościoła poprzez Sobór Watykański II. Kościół stracił swoją tożsamość poprzez wyciągnięcie rąk do "Księcia tego świata, którym jest Szatan razem ze swoimi kohortami tajnych i jawnych stowarzyszeń. Współpraca z nimi oznacza całkowite zniszczenie Katolickiej Wiary, moralności, dogmatów, dyscypliny, Tradycji a nawet całej struktury Kościoła. Nasz Kościół ma Boskie pochodzenie i nie ma nic wspólnego z "Księciem tego świata", z wyjątkiem wojny z nim. Jeżeli Kościół nie jest wojujący, nie może się ani rozwijać, ani kwitnąć.

Uspokajając Wroga

 

   Świeccy humaniści zmieniają nasze szkoły, nasze instytucje, nasz rząd według swoich ateistycznych dogmatów. Dyktują co mamy wiedzieć i co mamy słychać w mass mediach. Ogromna większość Katolików myśli, że dostają obiektywną prawdę, gdy zaprenumerują "Time" albo "Newsweek'a". Dzisiejsza prasa "katolicka" nie różni się bardzo od prasy świeckiej. Wobec zeświecczałego świata przyjęła podejście "żyj i pozwól żyć". Zamiast bronić naszej danej przez Boga Wiary wobec wściekłych ataków naszych wrogów oraz prowadzić Katolickich czytelników ku prawdziwym ostatecznym celom, "nasza" prasa marnuje swój czas i środki na uspokajanie, wrogów Katolicyzmu.

Małpa widzi, małpa drukuje


   Nastąpiło zrównanie katolickich ideałów z tymi światowymi, potępionymi przez Chrystusa. W tym grzesznym usiłowaniu pogodzenie się z neopogańskim społeczeństwem, które nas otacza, "katolicka" prasa cierpli na kompleks niższości który często prowadzi do niewolniczej imitacji prasy świeckiej.
     Jedną dodatkową różnicą jest spojrzenie na sprawy społeczne poprzez tak zwaną Społeczną Ewangelię, podczas gdy nadprzyrodzone perspektywy Katolickiej Wiary nie są jasno i wyraźnie prezentowane. Nic dziwnego, że tak wiele katolickich publikacji, zwłaszcza te najbardziej "postępowe, poniosło duże straty i upadło jedna po drugiej. Niektóre z tych, które przetrwały, również są na krawędzi likwidacji. Przed Soborem Watykańskim II były setki dobrych Katolickich periodyków tylko w tym kraju, o łącznej liczbie ponad dwóch milionów subskrybentów. Dziś nie istnieją. W latach które przyszły po Soborze, dążono do tego by nie wyglądać "triumfująco", by nie zrazić innych instytucji religijnych istniejących w naszym "pluralistycznym" społeczeństwie. Niewielki lub żaden wysiłek nie został podjęty by pozyskać dusze dla Chrystusa i to, w mojej opinii, jest główną przyczyną ich rozkładu.

Obrona Prawdy

 

   Rolę mass mediów w sekularyzowaniu oraz dechrystianizacji dzisiejszego świata jest nie do przecenienia. Świecka prasa, radio oraz TV stały się ważną potęgą w wojnie przeciwko Bogu oraz Kościołowi Katolickiemu . Nigdy przedtem nie była dostępna tak wielka władza w budowaniu lub degradowaniu ludzkiego ducha, zależnie od zalet lub wad tych, którzy manipulują mediami. Mass media stają się jedyną siłą kształtującą umysły oraz czyny ludzkości. Właściciele tych organizacji często są wrogami Chrześcijaństwa oraz oddanymi wyznawcami fałszywej religii."Jeden Świat bez Boga. Wykorzystują swój zły wpływ by podkopać i zniszczyć Kościół Katolicki. Ich zwycięstwo wydaje się być przesądzone. Chyba, że dzisiejsza "katolicka" prasa znów stanie się prawdziwie katolicka. To znaczy oddanym, bezkompromisowym obrońcą prawdy, którym kiedyś była.