Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albino Luciani. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albino Luciani. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 stycznia 2013

Kto zabił Lucianiego? Cody?

   Kardynał Cody ze swoich wcześniejszych (a według informacji z Chicago, także z nowych) przekazów pieniędzy do Polski, z wielkości udziału Polaków w społeczeństwie Chicago i z przyjacielskich stosunków, które rzekomo łączyły go z papieżem, zbił kapitał do owocnej kontrofensywy przeciw swoim wrogom. Kardynał opowiadał na początku grudnia (1978 r.) swoim gościom, że Jan Paweł II zaproponował mu stanowisko w Watykanie, które jednak odrzucił. Papież powiedział wyraźnie, jak dawał do zrozumienia kardynał, że sprawa jest załatwiona. Własnymi dociekaniami potwierdziłem tę relację. Wykazały one ponadto, że pieniądze, które Cody przekazywał odtąd Watykanowi i które tajnymi kanałami przekazywano dalej do Polski, stanowiły część składową o wiele szerszej operacji finansowej, którą Marcinkus i Calvi przeprowadzali na polecenie papieża Jana Pawła II. 
   Kardynał Cody nadal okazywał się wspaniałomyślnym ofiarodawcą. W październiku 1979 r. papież Jan Paweł II odwiedził Stany Zjednoczone. Na chicagowskim lotnisku O’Hare powitał go kardynał Cody, który wcisnął mu do rąk małą drewnianą szkatułkę jako „osobisty prezent”. Szkatułka zawierała 50 000 dolarów. Nikt nie odmawia kardynałowi prawa wręczenia papieżowi prezentu, ale — pomijając już prostacką bezpośredniość tego gestu — rodzi się jednak pytanie, skąd pochodziły te pieniądze. Ze środków diecezji? Z wyłącznie i osobiście zarządzanego przez Cody’ego funduszu? Z jakiego źródła Cody mógł odprowadzićtaką sumę?
    Niecały rok po wizycie papieża w USA toczyło się urzędowe dochodzenie amerykańskich organów wymiaru sprawiedliwości przeciw kardynałowi Cody’emu. Prokuratura zaczęła interesować się zarzutami wypłacenia przez Cody’ego swej przyjaciółce, Helen Wilson, prawie miliona dolarów pochodzących z majątku kościelnego. W szczegółach badała, czy prawdą jest, że pomieszał on swoje prywatne fundusze z kościelnymi, czy potajemnie całymi latami wypłacał Helen Wilson pieniądze, czy zapewnił jej niedopuszczalnie wysoką rentę i za 90 000 dolarów kupił dla niej dom na Florydzie. Cała sprawa stała się interesująca dla władz dlatego, że Cody wszystkie te dobrodziejstwa finansował rzekomo pieniędzmi kościelnymi, a jak wiadomo dochody Kościoła są zwolnione od podatków. Jeżeli uwzględni się drażliwe implikacje polityczne takiego śledztwa, wówczas już sam fakt, że rząd amerykański polecił jego przeprowadzenie, należy ocenić jako niezawodną wskazówkę, że musiał istnieć przekonujący materiał obciążający. Śledztwo rozpoczęło się we wrześniu 1980 r. 
   W styczniu 1981 r. zespół oskarżający wydał Cody’emu wiele dyspozycji; przede wszystkim wezwano go do przedłożenia wszystkich dokumentów dotyczących dochodów oraz spraw finansowych diecezji i jego własnych. Jeżeli Cody był czysty, to jego reakcja i postępowanie w następnym okresie były niezrozumiałe. O dochodzeniu i dyspozycjach wiedzieli tylko kardynał, jego adwokaci i dwóch lub trzech bliskich zaufanych. Cody pozostawił wiernych w Chicago i posła watykańskiego w Waszyngtonie w pełnej nieświadomości tego, co się działo. Odmawiał też wykonania dyspozycji sądu i wydania żądanych dokumentów. Taki opór zwykłego obywatela pociągnąłby za sobą zarządzenie z rygorem przymusu wykonania; jednakże nie dotyczyło to Co-dy’ego, który jest autorem powiedzenia: Nie rządzę krajem, ale rządzę Chicago. Teraz demonstrował, że w żadnym wypadku nie było to puste gołosłowie. Kiedy we wrześniu 1981 r. „Chicago Sun Times” ujawnił tę historię, Cody wciąż jeszcze nie spełnił dyspozycji. „Sun Times” przez dwa lata prowadził na własną rękę dochodzenie przeciw kardynałowi. Teraz zaprezentował swoim czytelnikom szczegółowy raport o wielu uchybieniach, których według jego informacji dopuścił się Cody. 
   Kardynał odmówił przedstawienia choćby strzępka dowodu na to, że oskarżenia są fałszywe; zamiast tego, odwołał się do 244 000 katolików chicagowskich, by go poparli, stwierdzając: To nie jest atak na mnie. To jest atak na cały Kościół. Wielu zaakceptowało to całkowicie błędne hasło, ale było też wielu takich, którzy nie przyłączyli się do niego. W każdym razie wizerunek Kościoła rzymskokatolickiego odniósł wielkie szkody, jakie przepowiedział Luciani. Poglądy w Chicago były podzielone. Najpierw spora większość katolików stała za swoim kardynałem, ale z upływem miesięcy na świadomość wielu ludzi oddziaływał zasadniczy fakt, że Cody wciąż jeszcze nie wykonał dyspozycji wydanych przez sąd. Niektórzy z jego najwierniejszych wasali zaczęli domagać się podporządkowania decyzjom sądu. Do tej pory ustami swoich adwokatów usprawiedliwiał on swoje zachowanie następującym argumentem: Jestem odpowiedzialny tylko przed Bogiem i Rzymem. To przekonanie zabrał ze sobą do grobu. Kardynał Cody zmarł w kwietniu 1982 r., kiedy władze wymiaru sprawiedliwości wciąż czekały na spełnienie ich żądań. Mimo że był on od dawna chory, jego ciało — inaczej niż w wypadku Albino Lucianiego — poddano autopsji. Wykazała ona, że zgon nastąpił w wyniku poważnego uszkodzenia naczyń wieńcowych. Cody pozostawił oświadczenie z poleceniem opublikowania go po jego śmierci. Nie zawierało ono niczego, co mogłoby służyć jako dowód jego niewinności w odniesieniu do jakiegokolwiek z podnoszonych przeciw niemu zarzutów. Dostarczył za to jeszcze raz dobitnego przykładu swej bezczelnej arogancji, którą odznaczał się przez całe swoje życie: Wybaczam moim wrogom, ale Bóg tego nie uczyni.

Cody. Kolejny z podejrzanych nie tylko pozostawiony na stanowisku przez JP2, ale i promowany wyżej. Jego następca został... Józef Bernardin. Promotor homoseksualizmu. Oskarżony o gwałt na jedenastoletniej dziewczynce w trakcie satanistycznego rytuału. Dziewczyna kilkakrotnie przeszła test wykrywaczem kłamstw. W 1983 roku Bernardin został mianowany kardynałem. Przypadek?

środa, 2 stycznia 2013

Karol Wojtyła właściwym człowiekiem?

   Jeśli chodzi o zmiany, które chciał wprowadzić Luciani, to z pewnością wielu w Watykanie powitałoby je z zadowoleniem. Jednakże nawet po tych, którzy mieli największe powody do obaw, należało się spodziewać, że najpierw by się uciekli do mniej dramatycznych środków. Rozważania te, jak już powiedziano, nie wykluczają z kręgu podejrzanych Villota, Cody’ego i Marcinkusa, ale przesuwają ich w kierunku końca listy, na której początku stoją tym samym nazwiska Calviego, Sindony i Gelle-go. Czy ci trzej mężczyźni, lub jeden z nich, byli zdolni do takiego czynu? Krótka odpowiedź brzmi: tak.
   Niezależnie od tego, kto zamordował papieża Albino Lucianiego, sprawca najwyraźniej liczył na to, że następne konklawe i następny papież wyrzucą na makulaturę osobiste decyzje Jana Pawła I. Dla wszystkich pięciu mężczyzn wybór „właściwego” człowieka na papieża mógłby przynieść ratunek. Z pewnością żaden z nich nie zaryzykowałby morderstwa tylko po to, by zapewnić sobie miesięczną karencję udzieloną z łaski. Chodziło o zatroszczenie się, by wybrano „właściwego człowieka”; wówczas nie obawiano by się już niczego więcej. Dwóch z tej piątki, Villot i Cody, miało daleko sięgające możliwości wywierania wpływu na wybór dokonywany przez konklawe. Również Marcinkus nie był pozbawiony takiego wpływu. Odpowiednimi możliwościami i środkami dysponowali także Sindona i Gelli.

niedziela, 16 grudnia 2012

Co najmniej 121 masonów w Watykanie?

  P2 zajmowała się wieloma sprawami — również w Watykanie. W pierwszych dniach września 1978 r. Albino Luciani zorientował się, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu wpadła mu do rąk ekskluzywna lista abonentów niezwykłej agencji informacyjnej pod nazwą L’Osservatore Politico (OP). Agencja ta była jednoosobową firmą, prowadzoną przez dziennikarza Mino Pecorellego. Odznaczała się tym, że informacje, które rozpowszechniała, często sprawiające wrażenie wyolbrzymionych historii o różnych odkryciach i skandalach w końcowym efekcie zawsze okazywały się prawdziwe. Tym więc sposobem, do czytelników serwisów OP, poza czołowymi politykami, dziennikarzami, politycznymi augurami i innymi, którzy przywiązywali wagę do wczesnego uzyskiwania informacji o ważnych sprawach, należał teraz również Albino Luciani. Artykuł, który w owych pierwszych dniach września wpadł mu w oko, dotyczył „wielkiej loży watykańskiej”. Zawierał listę 121 nazwisk osób, które, jak twierdzono, były członkami loży masońskiej. Wśród nich było wprawdzie parę osób świeckich, ale zdecydowaną większość stanowili kardynałowie, biskupi i inni wysocy rangą prałaci. Powód opublikowania przez Pecorellego tej listy był prosty: poróżnił się on ze swoim byłym wielkim mistrzem, Licio Gellim. Pecorelli był członkiem P2 i w gniewie wystąpił z niej. Jeżeli informacje Pecorellego były prawdziwe, to oznaczały, że Luciani był praktycznie otoczony masonami — a bycie masonem było automatycznie równoznaczne z natychmiastową ekskomuniką. Jeszcze przed rozpoczęciem konklawe przebąkiwano niejednokrotnie, że wielu najwyższych dostojników kościelnych było masonami. Teraz, 12 września, nowy papież miał przed sobą listę ich nazwisk. Luciani reprezentował pogląd, że kapłan w żadnym wypadku nie może być członkiem loży. Wiedział, że wielu katolików świeckich, których znał osobiście, było masonami. Godził się z tym tak samo, jak z faktem, że inni jego przyjaciele byli komunistami. Nauczył się żyć z takimi sytuacjami, ale w przypadku osób w sutannie, przykładał do nich znacznie ostrzejszą miarę. Kościół katolicki dawno temu obwieścił, że odrzuca wolnomularstwo. Nowy papież z pewnością był gotowy do dyskutowania na ten temat, ale lista nazwisk 121 członków loży nie podlegała dyskusji.
   Sekretarz stanu, kardynał Villot, występujący w loży pod imieniem Jeanni, numer członkowski 041/3, przyjęty do Loży Zuryskiej 6 sierpnia 1966 r. Minister spraw zagranicznych Watykanu, kardynał Agostino Casaroli, kardynał Ugo Poletti, wikariusz Rzymu. Kardynał Baggio. Biskup Paul Marcinkus i monsignore Donato de Bonis z Banku Watykańskiego.

niedziela, 9 grudnia 2012

Ostatnie głosowanie, wybór Lucianiego - wyniki

Luciani.............99 głosów
Siri................... 11 głosów
Lorscheider...... 1 głos.
Głos, który padł na Lorscheidera, został oddany przez Lucianiego

Trzecie głosowanie przed wyborem Lucianiego - wyniki

Luciani.............68 głosów
Siri................... 15 głosów
Pignedoli.......... 10 głosów
Pozostałych 18 głosów padło na różnych kandydatów

Dixit: Yallop - Luciani, a duch soboru

Luciani bardziej niż którykolwiek inny kardynał włoski realizował w praktyce ducha tego zwołanego przez papieża Jana XXIII Soboru.

Drugie głosowanie przed wyborem Lucianiego - wyniki

Siri................... 35 głosów
Luciani.............30 głosów
Pignedoli.......... 15 głosów
Lorscheider...... 12 głosów

Pierwsze głosowanie przed wyborem Lucianiego - wyniki

Siri...................25 głosów
Luciani.............23 głosy
Pignedoli.......... 18 głosów
Lorscheider...... 12 głosów
Baggio.............. 9 głosów

Na Lucianiego głosowali m.in. kardynałowie Wojtyła i Thiandoum (powiązany z Marcelem Lefebvre)

Dixit: Yallop - przyjaciele Lucianiego?

Do kręgu przyjaciół Lucianiego należało także wielu niekatolików. Gośćmi w jego domu byli zarówno Phillip Potter, ciemnoskóry sekretarz Światowej rady Kościoła, jak i przedstawiciele Żydów, Kościoła Anglikańskiego i Ruchu Zielonoświątkowego. Z Hansem Kungiem wymieniał książki i listy. Gdyby Kuria Rzymska wiedziała o tym wszystkim, zapewne w całym Watykanie zaczęłyby rozbrzmiewać dzwonki alarmowe."

Dixit: Yallop o wpływie Wojtyły na Lucianiego

...poza swoim językiem ojczystym i łaciną Albino Luciani znał jeszcze niemiecki, francuski, portugalski i angielski! Był znany nie tylko większości kardynałów włoskich (z wyjątkiem kardynałów Kurii), lecz także pielęgnował wiele przyjaźni za granicą. W Wenecji gościli u niego Polacy Wojtyła i Wyszyński. Wojtyła wywarł trwały wpływ na stosunek Lucianiego do marksizmu.

Albino Luciani wobec V2

Cytaty za osobą zdecydowanie przeciwną Piusowi IX oraz Piusowi X. Pan Yallop zabrał materiał pracując na zlecenie pewnych osób w Rzymie.


Luciani: "Jeżeli traficie na błąd, to zamiast go usunąć spróbujcie raczej, czy nie można go cierpliwie odwracać, tak by światło padało na jądro dobroci i prawdy, którego zazwyczaj nie brak nawet w mylnych poglądach."

"Z innymi sprawami poruszanymi w różnych dyskusjach poradził sobie łatwiej. Kiedy wychwalano ideę ubogiego Kościoła — Kościół bez władzy politycznej, ekonomicznej oraz ideologicznej — Sobór ledwie odkrywał to, w co Luciani wierzył już od dawna. Przed rozpoczęciem Soboru Luciani listem pasterskim zatytułowanym Uwagi na temat Soboru przygotował swoją diecezję do tego, co nadchodziło. Jeszcze podczas trwania Soboru zatroszczył się o przyspieszenie reform, które już zapoczątkował w Vittorio Veneto. Napomniał podległych sobie nauczycieli seminaryjnych, by czytali nowe komentarze teologiczne i odsunęli owe dzieła standardowe, które tęsknie spoglądały w przeszłość, w kierunku XIX stulecia."

"Podczas obrad i posiedzeń soborowych Luciani zawarł przyjaźnie, które przetrwały aż do jego śmierci — z Suenensem z Belgii, Wojtyłą i Wyszyńskim z Polski, Marty’m z Francji, Thiandoumem z Dakaru. Luciani w czasie Soboru odkrył także swą własną „drogę do Damaszku”. Było to uchwalenie przez Sobór deklaracji O swobodzie religijnej."

"Byli wśród księży tacy, którym w ogóle nie podobały się konsekwencja i bezwarunkowość, z jakimi Luciani przyswajał sobie ducha Drugiego Soboru Watykańskiego. Ich poglądy, tak jak i Lucianiego, uformowały się we wcześniejszej, dyktatorskiej epoce. Jednak w odróżnieniu od niego nie potrafili przekształcić swych umysłów. A takie przekształcenie myślenia było charakterystyczne dla Lucianiego, gdy sprawował funkcję biskupa Vittorio Veneto. Z taką samą żarliwością, z jaką w latach swego dzieciństwa i swej młodości pochłaniał książkę za książką, teraz, by zacytować słowa jego ówczesnego współpracownika, monsignore Ghizzo, wchłaniał Drugi Sobór Watykański. Sobór przeniknął do jego ciała i krwi. Znał na pamięć dokumenty. Co więcej, wyciągał z nich praktyczne konsekwencje."

"O ile dla strażników tradycji w Kurii Rzymskiej Drugi Sobór był szokiem, to dla Lucianiego i innych tak samo myślących był on oświeceniem. Jan XXIII dosłownie poświęcił swoje życie temu, by zainicjowany przez niego Sobór przyniósł twórcze i praktyczne rezultaty. Wiedząc, że cierpi na poważną chorobę, odmówił operacji, na którą usilnie nalegali specjaliści. Oświadczyli, że operacja mogłaby przedłużyć mu życie. Odparł, że gdyby teraz, w pierwszej i krytycznej fazie pozostawił Sobór na łasce reakcyjnych czynników w Watykanie, nieunikniona by była katastrofalna porażka teologiczna. Zdecydował się pozostać w Watykanie i pomagać dziecku, które stworzył. Decyzją tą, podjętą spokojnie i z godną podziwu odwagą, wydał na siebie wyrok śmierci. Kiedy zmarł 3 czerwca 1963 r., Kościół katolicki dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu był wreszcie na drodze ku temu, by dostosować się do świata rzeczywistego zamiast takiego, jakim chciano go widzieć."

Na koniec, ciekawostka:

"We wrześniu 1972 r. w drodze na Kongres Eucharystyczny w Udine, papież Paweł zatrzymał się w weneckim pałacu patriarchy. Na oczach gęstych tłumów na Placu Św. Marka papież zdjął swój szal i owinął go wokół ramion zaczerwienionego z zakłopotania Lucianiego. Tłum wiwatował. Paweł VI nie był człowiekiem, który wykonuje gesty teatralne do niczego nie zobowiązujące."