Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JP1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JP1. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

Kardynał Siri - papieżem? W opozycji do soborowych zmian?

Siri koncelebrujący z JP2

Istnieje teoria jakoby kardynał Siri miał zostać wybrany papieżem. Według tej teorii został jednak zmuszony przez okupantów do ustąpienia. 

Poniżej  kilka fragmentów mowy dziękczynnej, wygłoszonej przez Kardynała Siriego 1 listopada 1958, z okazji wyboru Jana XXIII.

"Wezwałem was wszystkich, aby podziękować Bogu za elekcję naszego Ojca Świętego Jana XXIII. Wielkie Boże ojcostwo jest reprezentowane przez tego Papieża od wigilii 20 października.  W nim [JXXIII], ponownie napotykamy naszego Ojca Świętego, którego widzialny wizerunek był zgaszony po świętej śmierci Piusa XII."

"Podziękujmy Bogu, ponieważ znów mamy Papieża."

"Wikariusz Chrystusa zawsze jest posłańcem łaski i pokoju, które pochodzą od Boga samego."

"Musimy podziękować Bogu za wybór, który uczynił."

Kard. Siri celebrujący "versus populum"
"Wszystko pozwala sądzić, że ten rodzaj człowieka i rządów daje nam, konkretnie i skutecznie, kierunek oraz społeczną normę, które oznaczają ofertę lepszego życia oraz zachętę dla niezliczonych osób, nie tylko Europejczyków, ale także i przede wszystkim, dla nie-Europejczyków, którzy zostali daleko w tyle na bankiecie ziemskich dóbr z powodu chciwości egoizmu."

"Wszystko pozwala oczekiwać, że nowe ciepło zostanie rozpowszechnione, tak, aby stosunki między katolikami oraz naszymi braćmi odłączonymi stały się łagodniejsze."

"Nastał nowy świt i jest szczególnie obiecujący.  Niech Bóg będzie chwalony!

Dwa z załączonych zdjęć podważają (żeby nie powiedzieć, obalają) teorię, jakoby kardynał Siri miał być zawsze wierny tradycyjnej liturgii. Pozostałe zdjęcia pokazują kardynała Siriego z Janem XXIII, Pawłem VI, Janem Pawłem I oraz Janem Pawłem II.
Z Janem XXIII
Po zapoznaniu się z tymi materiałami ciężko jest dopatrywać się czegoś innego, niż kardynała uznającego wymienione poprzednio osoby za papieży. Można mniemać, iż zachowywał by się inaczej, gdyby uważał ich za anty-papieży. Oczywiście ktoś może powiedzieć, ze został zmuszony do koncelebry, odprawiania NOM, mowę ktoś mu napisał, itd., itp..
Czyżby Kardynał zapomniał o przykładzie Machabeuszy? Ktoś może powiedzieć, że to zbyt mocne słowa.. Spójrzmy na sytuację (wg teorii). Kardynał Siri zostaje wybrany papieżem. Jest świadom wrogiego zamachu na Kościół. Ma realną szansę przeciwstawienia się, podniesienia alarmu. Czy jako głowa Kościoła, Namiestnik Chrystusa nie powinien go bronić? Aż do męczeńskiej śmierci, na wzór Chrystusa?

Wg jednej z teorii szantażowano go życiem członków jego rodziny. Czyż obrona Kościoła, jego ocalenie nie było ważniejsze? Powodowała nim troska o rodzinę. Czyż ich życie wieczne nie było ważniejsze od doczesnego?

Mamy rozumieć, że kardynał Siri pozwolił na przejęcie Kościoła, był prześladowany, pozostał kardynałem na dawnym urzędzie, jednocześnie w ukryciu kontynuował dzieło Kościoła, mianując przed śmiercią swego następcę? Mamy rozumieć, że udało mu się przechytrzyć okupantów, którzy go prześladowali? Niektórzy pewnie powiedzą: "Możliwe, czemu nie. Był bardzo sprytny i bystry". Tak sprytny by pod okiem prześladowców sprawować władzę nauczania oraz mianować kardynałów?

Nawet jeżeli, to pozostaje fundamentalna kwestia - jakiś dowód. Pisemny bądź ustny. Jakakolwiek podstawa, że kardynał Siri nie uznawał osób zasiadających w Rzymie za papieży. Jakieś wskazówki, zalecenia pozostawione przez rzekomego papieża. Choćby krótka notatka.

Dlaczego katolicki papież miałby koncelebrować Novus Ordo wraz z prześladującym go anty-papieżem? Nasuwa się jedna odpowiedź - kardynał Siri nie był papieżem.

.........................
Od redakcji: Osoba pisząca artykuł dokonała rozróżnienia pomiędzy wyborem kardynała Siriego na papieża (który prawdopodobnie miał miejsce na jednym z konklawe), a sprawowaniem urzędu papieskiego. Jeżeli ktoś dysponuje jakimiś informacjami, materiałami dotyczącego papiestwa Siriego - prosimy o kontakt mailowy.

piątek, 11 stycznia 2013

O sytuacji Kościoła - słów kilka.

Wzruszająca opowieść

Jan XXIII zwołuje i otwiera Sobór Watykański Drugi. Dokonana zostaje rewolucja. Ostatni i jedyny bohater, arcybiskup Marcel Lefebvre zakłada Bractwo Kapłańskie św. Piusa X, które ocala Kościół. Potem, zależnie od wersji - dokonuje opatrznościowych konsekracji / błądzi i zaciąga ekskomunikę.

Dobry papież Benedykt XVI uwalnia Mszę Świętą. Środowiska indultowe oraz FSSPX śpiewają dziękczynne Te Deum. Ryszard Williamson przesadza i biedny Bernard Fellay nie ma innego wyboru jak tylko usunąć go z szeregów FSSPX. Tego samego Bernarda papa Benedykt XVI oszukuje i wprowadza w błąd dobrego Bernarda Fellaya, tudzież zły Przełożony Generalny manipuluje i spiskuje. Bractwo znów jest koszernie (odpowiednio / właściwie) czyste i wzmocnione. Msza jest odprawiana dookoła nas, środowiska indultowe szaleją ze szczęścia. Piękne historia. Niestety - fałszywa.


Jak to było naprawdę

Umiera Pius X. Zwany silnym i krwawym. Następni trzej papieże nie są już tak silni. Można powiedzieć, że następni trzej pasterze są słabi. Chwast modernizmu wzrasta coraz mocniej w żyzną ziemię Kościoła. Usiłuje ją wyjałowić.

Po roku 1920 niejaki Montini odprawia przodem do ludu. Około roku 1940 praca wrze. Istnieją specjalne sklepy z odpowiednimi, postępowymi publikacjami. Przeglądający pozycje w tle słyszą chorał w języku świeckim. W 1953 "przyjaciel" komunistów Karol Wojtyła odprawia Mszę na kajaku. Został trochę w tyle za innymi...

Zwołany zostaje Sobór Watykański Drugi. Rewolucja i przewrót. Kardynał Suenens: “Vaticanum II to jest rok 1789 w Kościele”. Któż to? Tak ciągle cytowany, a tak nie znany. Kardynał od 1962 roku. Protektor Bazyliki św. Piotra w Okowach. Pracował w trzech Świętych Kongregacjach odpowiedzialnych za:
a) Wiarę
b) Ryty oraz Ceremonie Liturgiczne
c) Seminaria

Propagator protestanckiego ruchu charyzmatycznego. Podejrzany o przynależność do masonerii (od 15 czerwca 1967). Prawdziwie - specjalista. I właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Kto mianował większość biskupów obecnych na Soborze Watykańskim II? Pius XII.
Zastanówmy się - czy Pius X tolerowałby modernistów? Co by zrobił? Czy nie ekskomunikowałby ich bez wahania? Może pozwoliłby heretykom zająć się wyrzucaniem śmieci.

Sobór trwa. Przechodzi jeden heretycki dokument po drugim. Nikt się nie sprzeciwia, nikt nie wiedział. Hola, hola... nikt? Nikt? A, tak był Marcel Lefebvre, jeden jedyny. Prawda to? Również nie. Podpisał wszystkie dokumenty. Wszystkie. Gaudium et Spes. Dignitatis humanae. Nostra aetate. Sacrosanctum concilium. Lumen gentium. Wszystkie, Podpisał wszystkie. Skąd mógł wiedzieć, nikt się nie sprzeciwił powiecie. Ano znów nie prawda. Sprzeciwili się. Najmniej dwóch. Czasem pięciu. W wypadku "Nostra aetate" sprzeciwiło się prawie 100 biskupów. Lefebvre'a nie było pomiędzy nimi. Fakty. Nie złośliwość, sugestie czy animozje. Fakty.

Pojawiają się skargi na obecność protestantów oraz postępowych teologów takich jak Kung, Rahner czy imć ksiądz Ratzinger. Powstaje "Coetus Internationalis Patrum". W jego skład wchodzi ok. 250 nastawionych konserwatywnie biskupów, w tym Ottawiani, Siri, Lefebvre oraz Castro Mayer. Powstaje "Domus Mariae". Jego rdzeń tworzy 24 biskupów. W tym Wietnamczyk. Ngo-dinh-Thuc.
Ci ostatni docierają do wszystkich, są odwiedzani przez Ojców Soborowych, w tym ponad 50 Polaków. "Cestus" przeciwnie. Są beznadziejnie nieporadni, niczym dziecko. Trudzą się nad uzyskaniem list biskupów. CIP usiłuje przeforsować potępienie komunizmu. Krakowski biskup Karol Wojtyła głosuje przeciwko.

Koniec Soboru.

Lefebvre na emeryturze. Pewnego dnia zostaje wezwany do walki.
W 1988 r. dokonuje sławnych konsekracji biskupich.

W 2007 Benedykt XVI "uwalnia" Mszę. 


Jak to się stało, że ustawy przeszły na soborze?

Po pierwsze - był to proces. Długi proces. Nie sztuczka magiczna np. Rahnera czy pojedynczy oderwany od całości pomysł Bugniniego.

Po drugie - nie róbmy z prawie tysięcy biskupów, księży i ludzi idiotów. Pewnie niejeden by się znalazł. Może i stu. Tysiąc nawet. Jak ktoś chce niech sobie przyjmie - tysiąc biskupów idiotów. I tak zostają dwa tysiące biskupów nie-idiotów. Na samym soborze. Skończmy więc mówić, że nic nie wiedzieli, nic nie rozumieli, oszukał ich zły Roncallii czy Montini.

Dokumenty można było interpretować w Duchu Tradycji powiecie? Czy Pan nasz nie powiedział: "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie"? Czy zapomnieliśmy o: "Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust". A przecież letni jest bardziej ciepły niż zimny! Może być ciepły, tylko trochę mniej!

Nie jeden biskup podpisał dlatego, że papież był dla niego gwarantem wiary. Skoro papież uważa, że coś jest prawowierne, musi to takim być.

Chyba, że ktoś chce przyjąć, że nic nie wiedzieli. Proszę bardzo. 3000 biskupów niedouków, idiotów, pozbawionych zmysłu katolickiego oraz podstawowego wykształcenia. Choćby Lefebvre czy Thuc. Byli bardzo wykształceni. Czyli co?Doktorat uzyskany w Rzymie przez Marcela Lefebvre'a w czerwcu 1930 był bezwartościowy? Nie przesadzajmy.

Tak więc chodziło o coś innego. Tylko pytanie - o co?


Wszystko jest już dobrze? 

Oczywiście nie.

W ogólności - środowiska określane jako "indultowe" oraz FSPPX.

Indult. Tym by można zakończyć. Słownik Języka Polskiego PWN definiuje Indult, jako "zezwolenie władz duchownych na odstąpienie od przepisu kościelnego". Jest to wyjątek. Nie reguła.

Jakby było mało - uparte powtarzanie "Nadzwyczajny Ryt". Przepraszam, ale jak Katolicką Mszę można uznać rytem Novus Ordo. Jak się pytam? Jak można twierdzić, że Nowy Twór wyraża tą samą wiarę co Msza Święta? Jak ofiara może być tożsama z ucztą? Jak kult człowieka można utożsamiać z kultem Boga? Nie można. Wracamy do tematu.

Mamy więc dobrego papieża. Porządnego, tradycyjnego papieża. Dał nam Mszę. Ale:
1) Dał nam? A jego była?
2) Uwolnił? Kto i jakim prawem ją związał? Czemu tak długo czekał by ją uwolnić?
3) Czy uznawał ją za właściwą Mszę Kościoła? Jeżeli tak - gdzie był jako Prefekt Kongregacji Wiary? Gdzie był się pytam?
4) Czemu jej dotąd nie odprawił, odkąd ją wspaniałomyślnie uwolnił?
5) Nazywa Mszę nadzwyczajnym rytem. Nadzwyczajnym. I wcale nie w pozytywnym sensie.

Idźmy dalej.
Dobry papa jedzie na bluźniercze spotkanie w Asyżu. Czemu nie jechać? Papa jedzie. Papa idzie do synagogi. Biegnijmy w podskokach. Papa celebruje Nowy Twór. Biegiem marsz na Nowy Twór.

Rytem papy jest Nowy Twór. Papa jest porządny.
Czemu nie jesteście na Novus Ordo? Przecież ważny i godny. Mimo swego pochodzenia, intencji jego twórców gdzieś po drodze został ochrzczony, ba, wręcz zanurzony w Jordanie, toteż teraz jest na wskroś, pełną gębą katolicki. W czym problem? Co przeszkadza? Przecież te odejścia od wiary, szerząca się apostazja i poganizacja, to tylko wroga propaganda. No, może jakieś tak niezrozumienie Ducha Soboru.

A, rozumiem. Estetyka, sentymenty itd.. Okey. Papa pozwala. Jako coś nadzwyczajnego. 
To jak tam z tą nadzwyczajnością? Papa miłosierny, wyrozumiały, więc tym bardziej należy go uszanować. Co powiecie na jeden ryt nadzwyczajny na 3 ryty zwyczajne? Jeden do trzech? Może nie dość nadzwyczajnie? Może jeden do pięciu? Przecież trzeba iść z duchem.

W szczególności - FSSPX.

Nowe ryty ważne. Może od czasu do czasu jakiś nowusik? Skąd te negatywne teksty o odprawianiu NOM przez, wg słów co niektórych, np. FSSP?

Zacytujmy, być może nieadekwatne, słowa Piusa XI:

"Jeżeli zresztą spotkać można wielu niekatolików, którzy w pięknych słowach głoszą braterską wspólność w Chrystusie, to przecież nie ma ani jednego, któremu przez myśl by przeszło poddać się posłusznie w nauce i kierownictwie Namiestnikowi Jezusa Chrystusa. W międzyczasie oświadczają, że chcą wprawdzie rokować z Kościołem Rzymskim, lecz z zastrzeżeniem równości wzajemnych praw, to znaczy jako równouprawnieni. "

Słyszymy o jakimś pojednaniu z Rzymem. Aha. Trochę tak jakby powiedzieć do sławetnego taty: "Jesteś moim tatą, ale będę Ci posłuszny jeżeli to i to". Wyrodny syn? Tata jest tatą, czy jednak nim nie jest?

Kim jest papież? Namiestnikiem Chrystusa na ziemi. Jest Chrystusem na ziemi. Uznawać Chrystusa za Chrystusa i nie podporządkować mu się? Czy według słów św. Tomasza żydzi, którzy krzyżowali Chrystusa, nie wiedzieli kogo krzyżują? Czyż święty nie twierdzi, że wiedzieli i tym większa ich wina? Czy nie powinni więc uznać decyzji idących z Rzymu?

Arcybiskup Lefebvre stwierdził kiedyś, że papież jest liberałem. Biskup Fellay: "mamy doskonale liberalnego papieża".  
Okey, ale... "Liberalizm to doktryna głosząca zupełną niezależność wolności ludzkiej, a tym samym przecząca wszelkiej powadze wyższej od człowieka w porządku umysłowym, religijnym i politycznym. Jest tedy liberalizm ostatecznym rozwinięciem pychy ludzkiej przeciwko miłości Bożej i ostatnim wysiłkiem stworzenia rozumnego przeciwko opiece i kierownictwu swego Stwórcy".

A, przepraszam. Mamy jeszcze FSSPX-SO.
Bractwo chce się pojednać z Rzymem, ale gdy jego Przełożony Generalny czyni w tym kierunku kroki, to jest nazwany zdrajcą. Trochę jakby ktoś chciał zachować Status Quo ostatnich kilkudziesięciu lat. Jeden z księży stwierdził ostatnio, że arcybiskup Lefebvre "był największym teologiem ostatnich 150 lat". Aha. Niezbyt wiemy o które prace, osiągnięcia teologiczne chodziło. Może o teorię "uznawania i nie słuchania"?

Niektórzy chyba mieli inne zdanie w tej sprawie:
"W tym jednym Kościele Chrystusa jest i pozostanie tylko ten, kto uznaje autorytet i władzę Piotra i jego prawnych następców, słuchając i przyjmując ją."  
Pius XI, Mortalium Animus, 6 stycznia 1928 roku 


Konkluzja

Coraz trudniej rozpatrywać obecną sytuację Kościoła z pominięciem kwestii papiestwa. Kwestia nie przyjemna, acz istotna. Cóż... nie jest dobrze.

Święty Franciszku, Seraficki patronie - ratuj.

..............................

A, może ktoś pomyśleć, zapytać - czemu przyszło mi teraz żyć? Co mam robić?
Odpowiedzi są proste. Taka była Wola Boża. Z Bogu znanych powodów żyjemy akurat w tych czasach. Widać taki był Jego plan. Lub dopust. 

Co mamy robić? Zachować wiarę. Żyć po katolicku. To się nigdy nie zmieniło.

sobota, 5 stycznia 2013

Kto zabił Lucianiego? Cody?

   Kardynał Cody ze swoich wcześniejszych (a według informacji z Chicago, także z nowych) przekazów pieniędzy do Polski, z wielkości udziału Polaków w społeczeństwie Chicago i z przyjacielskich stosunków, które rzekomo łączyły go z papieżem, zbił kapitał do owocnej kontrofensywy przeciw swoim wrogom. Kardynał opowiadał na początku grudnia (1978 r.) swoim gościom, że Jan Paweł II zaproponował mu stanowisko w Watykanie, które jednak odrzucił. Papież powiedział wyraźnie, jak dawał do zrozumienia kardynał, że sprawa jest załatwiona. Własnymi dociekaniami potwierdziłem tę relację. Wykazały one ponadto, że pieniądze, które Cody przekazywał odtąd Watykanowi i które tajnymi kanałami przekazywano dalej do Polski, stanowiły część składową o wiele szerszej operacji finansowej, którą Marcinkus i Calvi przeprowadzali na polecenie papieża Jana Pawła II. 
   Kardynał Cody nadal okazywał się wspaniałomyślnym ofiarodawcą. W październiku 1979 r. papież Jan Paweł II odwiedził Stany Zjednoczone. Na chicagowskim lotnisku O’Hare powitał go kardynał Cody, który wcisnął mu do rąk małą drewnianą szkatułkę jako „osobisty prezent”. Szkatułka zawierała 50 000 dolarów. Nikt nie odmawia kardynałowi prawa wręczenia papieżowi prezentu, ale — pomijając już prostacką bezpośredniość tego gestu — rodzi się jednak pytanie, skąd pochodziły te pieniądze. Ze środków diecezji? Z wyłącznie i osobiście zarządzanego przez Cody’ego funduszu? Z jakiego źródła Cody mógł odprowadzićtaką sumę?
    Niecały rok po wizycie papieża w USA toczyło się urzędowe dochodzenie amerykańskich organów wymiaru sprawiedliwości przeciw kardynałowi Cody’emu. Prokuratura zaczęła interesować się zarzutami wypłacenia przez Cody’ego swej przyjaciółce, Helen Wilson, prawie miliona dolarów pochodzących z majątku kościelnego. W szczegółach badała, czy prawdą jest, że pomieszał on swoje prywatne fundusze z kościelnymi, czy potajemnie całymi latami wypłacał Helen Wilson pieniądze, czy zapewnił jej niedopuszczalnie wysoką rentę i za 90 000 dolarów kupił dla niej dom na Florydzie. Cała sprawa stała się interesująca dla władz dlatego, że Cody wszystkie te dobrodziejstwa finansował rzekomo pieniędzmi kościelnymi, a jak wiadomo dochody Kościoła są zwolnione od podatków. Jeżeli uwzględni się drażliwe implikacje polityczne takiego śledztwa, wówczas już sam fakt, że rząd amerykański polecił jego przeprowadzenie, należy ocenić jako niezawodną wskazówkę, że musiał istnieć przekonujący materiał obciążający. Śledztwo rozpoczęło się we wrześniu 1980 r. 
   W styczniu 1981 r. zespół oskarżający wydał Cody’emu wiele dyspozycji; przede wszystkim wezwano go do przedłożenia wszystkich dokumentów dotyczących dochodów oraz spraw finansowych diecezji i jego własnych. Jeżeli Cody był czysty, to jego reakcja i postępowanie w następnym okresie były niezrozumiałe. O dochodzeniu i dyspozycjach wiedzieli tylko kardynał, jego adwokaci i dwóch lub trzech bliskich zaufanych. Cody pozostawił wiernych w Chicago i posła watykańskiego w Waszyngtonie w pełnej nieświadomości tego, co się działo. Odmawiał też wykonania dyspozycji sądu i wydania żądanych dokumentów. Taki opór zwykłego obywatela pociągnąłby za sobą zarządzenie z rygorem przymusu wykonania; jednakże nie dotyczyło to Co-dy’ego, który jest autorem powiedzenia: Nie rządzę krajem, ale rządzę Chicago. Teraz demonstrował, że w żadnym wypadku nie było to puste gołosłowie. Kiedy we wrześniu 1981 r. „Chicago Sun Times” ujawnił tę historię, Cody wciąż jeszcze nie spełnił dyspozycji. „Sun Times” przez dwa lata prowadził na własną rękę dochodzenie przeciw kardynałowi. Teraz zaprezentował swoim czytelnikom szczegółowy raport o wielu uchybieniach, których według jego informacji dopuścił się Cody. 
   Kardynał odmówił przedstawienia choćby strzępka dowodu na to, że oskarżenia są fałszywe; zamiast tego, odwołał się do 244 000 katolików chicagowskich, by go poparli, stwierdzając: To nie jest atak na mnie. To jest atak na cały Kościół. Wielu zaakceptowało to całkowicie błędne hasło, ale było też wielu takich, którzy nie przyłączyli się do niego. W każdym razie wizerunek Kościoła rzymskokatolickiego odniósł wielkie szkody, jakie przepowiedział Luciani. Poglądy w Chicago były podzielone. Najpierw spora większość katolików stała za swoim kardynałem, ale z upływem miesięcy na świadomość wielu ludzi oddziaływał zasadniczy fakt, że Cody wciąż jeszcze nie wykonał dyspozycji wydanych przez sąd. Niektórzy z jego najwierniejszych wasali zaczęli domagać się podporządkowania decyzjom sądu. Do tej pory ustami swoich adwokatów usprawiedliwiał on swoje zachowanie następującym argumentem: Jestem odpowiedzialny tylko przed Bogiem i Rzymem. To przekonanie zabrał ze sobą do grobu. Kardynał Cody zmarł w kwietniu 1982 r., kiedy władze wymiaru sprawiedliwości wciąż czekały na spełnienie ich żądań. Mimo że był on od dawna chory, jego ciało — inaczej niż w wypadku Albino Lucianiego — poddano autopsji. Wykazała ona, że zgon nastąpił w wyniku poważnego uszkodzenia naczyń wieńcowych. Cody pozostawił oświadczenie z poleceniem opublikowania go po jego śmierci. Nie zawierało ono niczego, co mogłoby służyć jako dowód jego niewinności w odniesieniu do jakiegokolwiek z podnoszonych przeciw niemu zarzutów. Dostarczył za to jeszcze raz dobitnego przykładu swej bezczelnej arogancji, którą odznaczał się przez całe swoje życie: Wybaczam moim wrogom, ale Bóg tego nie uczyni.

Cody. Kolejny z podejrzanych nie tylko pozostawiony na stanowisku przez JP2, ale i promowany wyżej. Jego następca został... Józef Bernardin. Promotor homoseksualizmu. Oskarżony o gwałt na jedenastoletniej dziewczynce w trakcie satanistycznego rytuału. Dziewczyna kilkakrotnie przeszła test wykrywaczem kłamstw. W 1983 roku Bernardin został mianowany kardynałem. Przypadek?

piątek, 4 stycznia 2013

Oscar Wilde: "Artysta może wyrażać wszystko". Aby?

"Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że to, co było wystarczająco dobre dla naszych ojców, nie jest wystarczająco dobre dla nas"

Oscar Wilde. Prekursor "Nowoczesnego Homoseksualizmu". Homoseksualista. Pederasta. Jego procesy ukazały sieć homoseksualistów istniejącą w angielskiej wyższej klasie. W "De Profundis" wyjaśnia, że wykorzystywanie podwładnych to "połową emocji". Przypadek Wilde'a jest pouczający. Pokazuje zdolność instytucji do stymulowania i promowania homoseksualnych zachowań.

Urodził się chłopiec, którego Wilde nazwał by "urodzonym do wyjątków". Prowadził życie podobne do pieszczocha. Po części z powodu chorób. Wyrósł na nieśmiałego, melancholijnego, można by rzec, pozbawionego sił, bezpłodnego młodzieńca dostrojonego do spraw polityki - zdecydowanego liberała i anty-faszystę. W wieku 19 lat wstąpił do seminarium. Nigdy nie doświadczył normalnego życia seminaryjnego. Nigdy nie brał udziału w akademickim współzawodnictwie, choćby o oceny.  Giacinto Gaggia pozwolił mu mieszkać w domu podczas studiów. Uzyskał również  dyspensę od noszenie sutanny, która oznaczała, że noszący ją zarezerwowany jest na służbę Bogu. Jego pasją było czytanie. Z dala od "cenzorskich" oczu rektora seminarium lub innych przełożonych, miał najdzikszą swobodę w wyborze lektur. Czytał przywódcę Polskiego Romantyzmu  Mickiewicza, Tołstoja, Goethe'go oraz Oscar'a Wilde'a. Ich książki były wtedy trudno dostępne. Uległy chłopiec czyta pozycje znanego pederasty. Seminarzysta czyta pozycje ludzi, żyjących w niezgodzie z Kościołem - Mickiewicza, Wilde'a oraz Tołstoja, który został ekskomunikowany i nie uznawał boskości Chrystusa.

W "De Profundis", seminarzysta ów podkreślił: "Biedni są mądrzejsi, bardziej miłosierni, bardziej skierowani ku dobru, bardziej wrażliwi niż my jesteśmy. W ich oczach więzienie jest tragedią w ludzkim życiu, niefortunną sytuacją, nieszczęśliwym wypadkiem, czymś co wymaga sympatii."

Przy ustępie: "Dzień bez lamentacji, jest dniem w którym ktoś ma zamknięte serca, nie dniem z którego ktoś powinien się cieszyć... tylko Londyńskie przedmieścia zawierają dość nieszczęścia by pokazać, że Bóg nie kocha człowieka", dopisał: "Albo to, że człowiek nie kocha Boga". Dla przypomnienia - Wilde wykorzystywał również ubogich chłopców.

Odnośnie heretyckich stwierdzeń w "De Profundis", takich jak choćby "świętość" grzechu, nic nie zostało dopisane. Miast odrazy, nagany, potępienia, najmniejszej krytyki - cisza. Obojętność wobec błędu? Czy też przyzwolenie? Czy też, do czego prowadzi przyjęcie za sensowny argumentu "nie wiedział" - totalne niedouczenie i absolutny brak zmysłu katolickiego oraz całkowita nieznajomość rzeczy duchowych.

Zainteresowanie Wildem wydaje się być dziwne. Jesteśmy w okolicy pamiętnego roku 1917, znane są powiązania Wilde'a z sodomią. Mamy liberalnego "seminarzystę", zażywającego "wolności", który fascynuje się religijnym i moralnym rebeliantem. Niby źle, ale nic wielkiego. Do czasu, aż pada nazwisko chłopca.

Montini.

środa, 2 stycznia 2013

Karol Wojtyła właściwym człowiekiem?

   Jeśli chodzi o zmiany, które chciał wprowadzić Luciani, to z pewnością wielu w Watykanie powitałoby je z zadowoleniem. Jednakże nawet po tych, którzy mieli największe powody do obaw, należało się spodziewać, że najpierw by się uciekli do mniej dramatycznych środków. Rozważania te, jak już powiedziano, nie wykluczają z kręgu podejrzanych Villota, Cody’ego i Marcinkusa, ale przesuwają ich w kierunku końca listy, na której początku stoją tym samym nazwiska Calviego, Sindony i Gelle-go. Czy ci trzej mężczyźni, lub jeden z nich, byli zdolni do takiego czynu? Krótka odpowiedź brzmi: tak.
   Niezależnie od tego, kto zamordował papieża Albino Lucianiego, sprawca najwyraźniej liczył na to, że następne konklawe i następny papież wyrzucą na makulaturę osobiste decyzje Jana Pawła I. Dla wszystkich pięciu mężczyzn wybór „właściwego” człowieka na papieża mógłby przynieść ratunek. Z pewnością żaden z nich nie zaryzykowałby morderstwa tylko po to, by zapewnić sobie miesięczną karencję udzieloną z łaski. Chodziło o zatroszczenie się, by wybrano „właściwego człowieka”; wówczas nie obawiano by się już niczego więcej. Dwóch z tej piątki, Villot i Cody, miało daleko sięgające możliwości wywierania wpływu na wybór dokonywany przez konklawe. Również Marcinkus nie był pozbawiony takiego wpływu. Odpowiednimi możliwościami i środkami dysponowali także Sindona i Gelli.

niedziela, 16 grudnia 2012

Co najmniej 121 masonów w Watykanie?

  P2 zajmowała się wieloma sprawami — również w Watykanie. W pierwszych dniach września 1978 r. Albino Luciani zorientował się, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu wpadła mu do rąk ekskluzywna lista abonentów niezwykłej agencji informacyjnej pod nazwą L’Osservatore Politico (OP). Agencja ta była jednoosobową firmą, prowadzoną przez dziennikarza Mino Pecorellego. Odznaczała się tym, że informacje, które rozpowszechniała, często sprawiające wrażenie wyolbrzymionych historii o różnych odkryciach i skandalach w końcowym efekcie zawsze okazywały się prawdziwe. Tym więc sposobem, do czytelników serwisów OP, poza czołowymi politykami, dziennikarzami, politycznymi augurami i innymi, którzy przywiązywali wagę do wczesnego uzyskiwania informacji o ważnych sprawach, należał teraz również Albino Luciani. Artykuł, który w owych pierwszych dniach września wpadł mu w oko, dotyczył „wielkiej loży watykańskiej”. Zawierał listę 121 nazwisk osób, które, jak twierdzono, były członkami loży masońskiej. Wśród nich było wprawdzie parę osób świeckich, ale zdecydowaną większość stanowili kardynałowie, biskupi i inni wysocy rangą prałaci. Powód opublikowania przez Pecorellego tej listy był prosty: poróżnił się on ze swoim byłym wielkim mistrzem, Licio Gellim. Pecorelli był członkiem P2 i w gniewie wystąpił z niej. Jeżeli informacje Pecorellego były prawdziwe, to oznaczały, że Luciani był praktycznie otoczony masonami — a bycie masonem było automatycznie równoznaczne z natychmiastową ekskomuniką. Jeszcze przed rozpoczęciem konklawe przebąkiwano niejednokrotnie, że wielu najwyższych dostojników kościelnych było masonami. Teraz, 12 września, nowy papież miał przed sobą listę ich nazwisk. Luciani reprezentował pogląd, że kapłan w żadnym wypadku nie może być członkiem loży. Wiedział, że wielu katolików świeckich, których znał osobiście, było masonami. Godził się z tym tak samo, jak z faktem, że inni jego przyjaciele byli komunistami. Nauczył się żyć z takimi sytuacjami, ale w przypadku osób w sutannie, przykładał do nich znacznie ostrzejszą miarę. Kościół katolicki dawno temu obwieścił, że odrzuca wolnomularstwo. Nowy papież z pewnością był gotowy do dyskutowania na ten temat, ale lista nazwisk 121 członków loży nie podlegała dyskusji.
   Sekretarz stanu, kardynał Villot, występujący w loży pod imieniem Jeanni, numer członkowski 041/3, przyjęty do Loży Zuryskiej 6 sierpnia 1966 r. Minister spraw zagranicznych Watykanu, kardynał Agostino Casaroli, kardynał Ugo Poletti, wikariusz Rzymu. Kardynał Baggio. Biskup Paul Marcinkus i monsignore Donato de Bonis z Banku Watykańskiego.

niedziela, 9 grudnia 2012

Ostatnie głosowanie, wybór Lucianiego - wyniki

Luciani.............99 głosów
Siri................... 11 głosów
Lorscheider...... 1 głos.
Głos, który padł na Lorscheidera, został oddany przez Lucianiego

Trzecie głosowanie przed wyborem Lucianiego - wyniki

Luciani.............68 głosów
Siri................... 15 głosów
Pignedoli.......... 10 głosów
Pozostałych 18 głosów padło na różnych kandydatów

Drugie głosowanie przed wyborem Lucianiego - wyniki

Siri................... 35 głosów
Luciani.............30 głosów
Pignedoli.......... 15 głosów
Lorscheider...... 12 głosów

Pierwsze głosowanie przed wyborem Lucianiego - wyniki

Siri...................25 głosów
Luciani.............23 głosy
Pignedoli.......... 18 głosów
Lorscheider...... 12 głosów
Baggio.............. 9 głosów

Na Lucianiego głosowali m.in. kardynałowie Wojtyła i Thiandoum (powiązany z Marcelem Lefebvre)

Dixit: Yallop - przyjaciele Lucianiego?

Do kręgu przyjaciół Lucianiego należało także wielu niekatolików. Gośćmi w jego domu byli zarówno Phillip Potter, ciemnoskóry sekretarz Światowej rady Kościoła, jak i przedstawiciele Żydów, Kościoła Anglikańskiego i Ruchu Zielonoświątkowego. Z Hansem Kungiem wymieniał książki i listy. Gdyby Kuria Rzymska wiedziała o tym wszystkim, zapewne w całym Watykanie zaczęłyby rozbrzmiewać dzwonki alarmowe."

Dixit: Yallop o wpływie Wojtyły na Lucianiego

...poza swoim językiem ojczystym i łaciną Albino Luciani znał jeszcze niemiecki, francuski, portugalski i angielski! Był znany nie tylko większości kardynałów włoskich (z wyjątkiem kardynałów Kurii), lecz także pielęgnował wiele przyjaźni za granicą. W Wenecji gościli u niego Polacy Wojtyła i Wyszyński. Wojtyła wywarł trwały wpływ na stosunek Lucianiego do marksizmu.

Albino Luciani wobec V2

Cytaty za osobą zdecydowanie przeciwną Piusowi IX oraz Piusowi X. Pan Yallop zabrał materiał pracując na zlecenie pewnych osób w Rzymie.


Luciani: "Jeżeli traficie na błąd, to zamiast go usunąć spróbujcie raczej, czy nie można go cierpliwie odwracać, tak by światło padało na jądro dobroci i prawdy, którego zazwyczaj nie brak nawet w mylnych poglądach."

"Z innymi sprawami poruszanymi w różnych dyskusjach poradził sobie łatwiej. Kiedy wychwalano ideę ubogiego Kościoła — Kościół bez władzy politycznej, ekonomicznej oraz ideologicznej — Sobór ledwie odkrywał to, w co Luciani wierzył już od dawna. Przed rozpoczęciem Soboru Luciani listem pasterskim zatytułowanym Uwagi na temat Soboru przygotował swoją diecezję do tego, co nadchodziło. Jeszcze podczas trwania Soboru zatroszczył się o przyspieszenie reform, które już zapoczątkował w Vittorio Veneto. Napomniał podległych sobie nauczycieli seminaryjnych, by czytali nowe komentarze teologiczne i odsunęli owe dzieła standardowe, które tęsknie spoglądały w przeszłość, w kierunku XIX stulecia."

"Podczas obrad i posiedzeń soborowych Luciani zawarł przyjaźnie, które przetrwały aż do jego śmierci — z Suenensem z Belgii, Wojtyłą i Wyszyńskim z Polski, Marty’m z Francji, Thiandoumem z Dakaru. Luciani w czasie Soboru odkrył także swą własną „drogę do Damaszku”. Było to uchwalenie przez Sobór deklaracji O swobodzie religijnej."

"Byli wśród księży tacy, którym w ogóle nie podobały się konsekwencja i bezwarunkowość, z jakimi Luciani przyswajał sobie ducha Drugiego Soboru Watykańskiego. Ich poglądy, tak jak i Lucianiego, uformowały się we wcześniejszej, dyktatorskiej epoce. Jednak w odróżnieniu od niego nie potrafili przekształcić swych umysłów. A takie przekształcenie myślenia było charakterystyczne dla Lucianiego, gdy sprawował funkcję biskupa Vittorio Veneto. Z taką samą żarliwością, z jaką w latach swego dzieciństwa i swej młodości pochłaniał książkę za książką, teraz, by zacytować słowa jego ówczesnego współpracownika, monsignore Ghizzo, wchłaniał Drugi Sobór Watykański. Sobór przeniknął do jego ciała i krwi. Znał na pamięć dokumenty. Co więcej, wyciągał z nich praktyczne konsekwencje."

"O ile dla strażników tradycji w Kurii Rzymskiej Drugi Sobór był szokiem, to dla Lucianiego i innych tak samo myślących był on oświeceniem. Jan XXIII dosłownie poświęcił swoje życie temu, by zainicjowany przez niego Sobór przyniósł twórcze i praktyczne rezultaty. Wiedząc, że cierpi na poważną chorobę, odmówił operacji, na którą usilnie nalegali specjaliści. Oświadczyli, że operacja mogłaby przedłużyć mu życie. Odparł, że gdyby teraz, w pierwszej i krytycznej fazie pozostawił Sobór na łasce reakcyjnych czynników w Watykanie, nieunikniona by była katastrofalna porażka teologiczna. Zdecydował się pozostać w Watykanie i pomagać dziecku, które stworzył. Decyzją tą, podjętą spokojnie i z godną podziwu odwagą, wydał na siebie wyrok śmierci. Kiedy zmarł 3 czerwca 1963 r., Kościół katolicki dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu był wreszcie na drodze ku temu, by dostosować się do świata rzeczywistego zamiast takiego, jakim chciano go widzieć."

Na koniec, ciekawostka:

"We wrześniu 1972 r. w drodze na Kongres Eucharystyczny w Udine, papież Paweł zatrzymał się w weneckim pałacu patriarchy. Na oczach gęstych tłumów na Placu Św. Marka papież zdjął swój szal i owinął go wokół ramion zaczerwienionego z zakłopotania Lucianiego. Tłum wiwatował. Paweł VI nie był człowiekiem, który wykonuje gesty teatralne do niczego nie zobowiązujące."