niedziela, 21 kwietnia 2013

De Pauw: Soborowy czy Katolicki - część 12


   Niemniej jednak, gdy została zamknięta ostateczna sesja Drugiego Soboru Watykańskiego, każda decyzja i każdy dekret, który został oficjalnie promulgowany przez Sobór, nie zawierał niczego innego, prócz tradycyjnej, zdrowej doktryny Kościoła. O, tak, słyszałem propozycje w które byście nie uwierzyli. Biskupi proponujący, jako akceptowalną katolicką doktrynę, herezje - dogmatyczne i moralne herezje - które zostały potępione wieki temu! Ale nie zostały one uczynione prawem - nie! Chrystus wciąż był ze Swoim Kościołem, a Duch Święty wciąż sterował  jego Piotrową częścią i nie pozwolił by te propozycje zostały zaakceptowane. Ale to czego dziś jesteśmy świadkami, panie i panowie, to są dokładnie te wtedy pokonane propozycje, do których zaakceptowania są obecnie zmuszani nasi katoliccy ludzie. Moderniści nie mogli tego legalnie dokonać w Rzymie, teraz próbują to zrobić nielegalnie. I to dlatego ich atakujemy! 

     Dziś mamy dokładną kopię sytuacji, którą św. Pius X opisał w 1903, gdy jasna stwierdził, że promotorzy błędu nie znajdują się dziś pomiędzy naszymi zadeklarowanymi wrogami. Promotorzy błędu znajdują się dziś w samych szeregach naszego własnego Kościoła! Dziś jesteśmy świadkami dokładnie tej samej sytuacji.

   Jesteśmy również świadkami dokładnie tego co zostało przepowiedziane w Fatimie w 1917 roku. I widzę to jasno - nie jest to dokładnie czynieniem tego publicznym - nie pretenduję do posiadania tekstu tej wiadomości Naszej Błogosławionej Matki z Fatimy, ale tekst, który otrzymałem w Rzymie zawiera kilka paragrafów, które wciąż są bardzo interesujące. Zostało to wtedy przepowiedziane i dzieje się teraz.

     "Nadchodzi czas poważnej próby dla Kościoła. Nie dziś, ani nie jutro" powiedziała Najświętsza Matka w 1917 roku "ale w drugiej połowie 20-ego wieku. Natura ludzka nie rozwinie się tak, jak Bóg tego pragnie. Ludzkość stanie się świętokradcza i podepcze dar, który otrzymała. Nigdzie już nie będzie panował porządek. Nawet na wyżynach" przepowiedziała Najświętsza Matka "Szatan będzie panował i kierował biegiem rzeczy. Uda mu się nawet przeniknąć do najwyższych stanowisk w Kościele. Kardynałowie sprzeciwią się kardynałom, a biskupi sprzeciwią się biskupom. Szatan wejdzie w ich sam środek. Kościół będzie zasłonięty i cały świat zostanie wrzucony w dezorientację."

To Matka Boga dała nam taki opis, panie i panowie.

Katolicyzm: Welon kielichowy

Welon kielichowy z tejże samej materji jedwabnej uszyty, co ornat, do którego należy, i z podszewką jedwabną ma być tak wielki, aby przykrył dostatnio palkę i część przednią kielicha, więc około 48 centm. długości i tyleż szerokości. Na środku części przedniej zwykle wyszywany jest galonem krzyżyk, choć na to przepisu niema. Cały welon także obszyty jest z krajów wąskim galonem.
na podstawie: biskup Antoni J. Nowowiejski, Ceremonjał Parafialny, 1931

sobota, 20 kwietnia 2013

Satanistyczna mitra Benedykta XVI nr 2







1. Kościół Lucyfera.
6 czerwonych rubinów oraz pojedynczy zielony szmaragd dają cyfrę 7, symbolizującą sześcienny kamień, oznaczający Masońskie Posłuszeństwo. Cztery rubiny w pionie symbolizują masońską "4", tworzącą "Kościół Lucyfera".

2. Pierwsza Trójca Masońska.
W każdej ćwiartce mitry, znajdują się dwa trójkąty (3 oraz 2) dotykające dwóch wierzchołków 6-o ramiennej gwiazdy. W każdym trójkącie mamy 6 pereł, pogrupowanych po dwie, wokół centralnego koralika (6+1=7). Obecność cyfr 3 oraz 2 (3+2=5) sugeruje, że ten trójkąt (3), reprezentujący Pierwszą Trójcę Masońską, wraz z dwoma płciami (3+2=5) tworzy pięcioramienną gwiazdę - Ciało Świata. Obecność 6 pereł wraz z jedną, centralną, sugeruje możliwość transformacji w kierunku liczby 7, która, wraz z cyframi 3 oraz 5 tworzy Drugą Trójcę Masońską.

3. Druga Trójca Masońska.
W każdej ćwiartce mitry, znajduje się duża, sześcioramienna gwiazda wraz z punktem centralnym. Jest to symbol Mistrza Masońskiego, "Doskonałego Kamienia", "Sześcienny Kamienia" oraz Człowieka-Boga - wszyscy scharakteryzowani przez cyfrę 7 (6+1). Sześcioramienna gwiazda obecna na czterech stronach mitry - rozprzestrzenienie Człowieka-Boga na cały glob.

4. Masońskie kapłaństwo.
Na każdej stronie mitry, z przodu oraz z tyłu, umieszczone są białe perły w grupach po 12, 15, 16, 17... Każda z nich odnosi się do stopni (od 12 do 22) Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego, reprezentując "masońskie kapłaństwo".

5. Liczba Antychrysta.
Grupy 9 białych pereł, obecnych w każdej z 4 sekcji niższej części mitry, są ułożone z pereł różnych rozmiarów - 3 małe perły i 6 większych. 3 x 6 = 666. Znamię bestii.

6. Trzecia Trójca Masońska.
Przedstawiona nader uroczyście - 10 czerwonych rubinów obleczonych złotem oraz 1 zielony szmaragd, również obleczony złotem. Te wielkie i drogocenne kamienie formują cyfry 5 (Lucyfer), 6 (Imperator Świata), 7 (Człowiek-Bóg) oraz 4 (cały glob - cztery strony świata).

7. Wyeliminowanie Ofiary Chrystusa.
Na każdej z 4 dolnych części mitry mamy grupy 9 pereł.
9 = 18 - Rycerz Różokrzyżowców. Czterokrotne powtórzenie reprezentuje zadanie Rycerza Różokrzyżowców - wyeliminowanie Ofiary Chrystusa z powierzchni Ziemi.

8. Lucyfer oraz Kabalistyczni Żydzi.
16 białych pereł, podzielnych w dwie grupy - po 11 i po 5.
Pięć pereł, rozróżnialnych po ich mniejszym rozmiarze, symbolizuje pięcioramienną gwiazdę - kozią głowę Lucyfera. Pozostałe jedenaście pereł symbolizuje Kabalistycznych Żydów. Czterokrotne powtórzenie (2 razy z przodu i 2 razy z tyłu) symbolizuje rozciągnięcie na cały świat.

piątek, 19 kwietnia 2013

Katolicyzm: Paramentyka

Paramentyką nazywamy opis szat i bielizny, w kulcie używanych. przepisy liturgiczne nie dozwalają używać szat, noszonych bezpośrednio przy ofierze mszy św., innych materii, jak tylko jedwabnych, złotych i srebrnych, które w wiekach średnich miały specjalne wzory, już podczas tkania wykonywane. Obok jedwabiu i brokat złotych i srebrnych tylko len i konopie, jako bielizna liturgiczna, mają zaszczyt bezpośredniego uczestniczenia w kulcie. (...) Do ozdoby szat liturgicznych służą haft i koronki. (...) Kościół przepisuje dla szat świętych 6 barw liturgicznych, które w ciągu roku często się zmieniają, stosownie do okresu roku kościelnego, uroczystości lub obrzędu odbywanego. Są one: biała, czerwona, zielona, fioletowa, różowa i czarna. (...)

Paramenta mszalne są dwojakie: kapłana i kielicha. Ubiór pierwszego stanowią: humerał, alba, pasek, manipularz, stuła i ornat; a ubiór kielicha: puryfikaterz, palka, korporał w bursie i welon.
na podstawie: biskup Antoni J. Nowowiejski, Ceremonjał Parafialny, 1931

Dokąd zmierzacie, przeszłości swej nie znając? Część pierwsza.

„Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości. Naród, który nie wierzy w wielkość, i nie chce ludzi wielkich, kończy się.”
Stefan Wyszyński


Niedawno mogliśmy obejrzeć film o "dzieciach Zamojszczyzny". Jakbyśmy zareagowali, gdyby ktoś nam powiedział - "to już było, to nie ważne, to nie istotne, zajmijmy się czymś innym, czymś nowym"?

Gdyby ktoś nam powiedział - „Grunwald to średniowiecze, zapomnijcie o tym, zapomnijcie, to stare", czy posłuchalibyśmy?

Czy gdyby ktoś nam powiedział - "zapomnijcie o Rejtanie, zapomnijcie o Janie Chodkiewiczu", czy zapomnielibyśmy?

Czy gdyby ktoś nam powiedział - "nie interesujmy się historią naszego kraju, to nie istotne, żyjmy teraźniejszością", czy nie interesowalibyśmy się?

Roman Dmowski napisał: "Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu."

Tak więc, wydaje się, że katolicyzm jest nader istotny dla polskości. Można by wręcz zaryzykować twierdzenie, że nie można zrozumieć polskości, nie rozumiejąc katolicyzmu, że nie można znać polskości, nie znając katolicyzmu.

Czy możemy kochać coś, czego nie znamy? Czy możemy znać historię Polski, nie znając historii Kościoła?

Dlaczego więc, Mszę odprawianą w Kościele przez tyle wieków, uznajemy za coś nie wartego zainteresowania, za coś starego i nieaktualnego? Czy możemy mówić o wartościach Polaków wielkich i tych mniejszych, nie wiedząc, w co wierzyli? Lex orandi, lex credendi. Jak się modlimy, tak wierzymy. Jak wszyscy wielcy Polacy i święci się modlili, tak wierzyli.

Przyjrzyjmy się więc, w co wierzyli papieże, święci oraz Polacy na przestrzeni ostatnich, niemal 2000 lat.

Zacznijmy od słowa „wierzyć”. Czy tak, jak usiłuje się nam narzucić, powinniśmy przestać wierzyć? Czy wiara sama w sobie jest głupotą? Czy powinniśmy przestać wierzyć w cokolwiek? Jedna z definicji tego słowa brzmi: „przyjmować coś za prawdę”. Innymi słowy, próbuje się nam narzucić, abyśmy nic nie przyjmowali za prawdę. Innymi słowy – nic nie jest prawdziwe! Nie mniej, nie więcej. Dokładnie to próbuje się nam narzucić. Odrzucenie Prawdy. Czemu ktoś mógłby chcieć abyśmy odrzucili Prawdę? Bardzo prosta odpowiedź – bo Prawda nas wyzwoli. A wolnych ludzi nic nie złamie.

Czy oddawanie czci jest sprzeczne z ludzką naturą, z ludzkim rozumem? Czy człowiek nie ma naturalnej potrzeby czczenia, oddawanie czci? Przed nadejściem Chrześcijaństwa, wielu pogan czciło drzewa. Drzewa. Zwykłe drzewa. Tak wielka była w nich potrzeba oddawania czci jakiemuś bytowi, że ci ludzie, kierujący się często naturalnym, wrodzonym instynktem czcili drzewa. Oddawali cześć martwej naturze. Jednocześnie, mniej lub bardziej świadomie, wybierali drzewa wielkie i dostojne. Rozumieli, że cześć należy się czemuś monumentalnemu, czemuś dostojnemu, czemuś większemu od nas. Potem przyszło Chrześcijaństwo i zaczęli czcić prawdziwego Boga.

Ostatnio, właściwie od kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu lat obserwujemy interesujący trend. Coraz więcej i częściej słyszymy o tak zwanych gwiazdach. Gwiazdy muzyki – rocka lub popu. Gwiazdy sportu. Gwiazdy estrady i kina. Potem poszłi dalej. Powstał idol. Legion idoli. Idole sportu. Idole muzyki. Powstały programy kreujące idoli – takie jak np. „Idol”.

Zastanówmy się nad dwoma rzeczami. Pierwsza rzecz – idol. Co oznacza to słowo? Czy synonimem tego słowa nie jest bożek, bałwan (za „Słownik języka polskiego”, PWN)?

„Bożki pogańskie to srebro i złoto,
dzieło rąk ludzkich.
Mają usta, ale nie mówią,
mają oczy, ale nie widzą.
Mają uszy, ale nie słyszą;
i nie ma oddechu w ich ustach.
Podobni są do nich ci, którzy je robią,
i każdy, co w nich ufność pokłada.”
Psalm 135

Czy możemy pokładać nadzieję w idolach? Kościół Święty udziela nam odpowiedzi w Psalmie 96: "wszyscy bogowie pogan to ułuda". Czy nie mamy obecnie stanu pewnej idolizacji? Mówi się, że natura nie znosi pustki. Na miejsce, więc czego lub kogo pojawili się „idole”?

Czy i obecnie, nie jesteśmy świadkami swego rodzaju zmieszania z poganami, swego rodzaju poganizacji opisanej w psalmie 96: "Lecz się zmieszali z poganami i nauczyli ich uczynków; poczęli czcić ich bałwany." Jaka jest jej przyczyna? Czy miało to miejsce również w czasach naszych dziadów? Odpowiemy na te pytania w następnej części.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Buffalo News: Wiktor Mróz, Tradycjonalistyczny kapłan.

rocznicowy obrazek o. Wiktora / zbiory Semper fidelis et paratus

Uroczysta Msza Requiem za wielebnego Wiktora Mroza, 77, narodowości Polskiej, znającego św. Maksymiliana Kolbe, zostanie ofiarowana w sobotę o 9.00 w Kaplicy Naszej Pani Różańcowej, 231 McKinley Parkway. Pogrzeb odbędzie się na cmentarzu św. Wojciecha, Lancaster.

Ojciec Mróz, wyświęcony na kapłana w Polsce, w roku 1941 podczas Nazistowskiej okupacji, zmarł we wtorek (29 kwietnia, 1992) w Szpitalu Sióstr, po ataku serca.

Często mówił przyjaciołom, że został kapłanem w wyniku spotkania ze św. Maksymilianem Kolbe, polskim Franciszkaninem Konwentualnym, który oddał swoje życie za współwięźnia w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Ojciec Kolbe, który był jego spowiednikiem, został kanonizowany w 1982.

Ojciec Mróz był pasterzem Kaplicy Naszej Pani Różańcowej. W lipcu świętował 50-o lecie kapłaństwa. Wspominał, że jako ksiądz służył w Polsce do roku 1944, w którym udał się do Niemiec. Przyjaciołom powiedział, że jako kapelan podziemnego ruchu walczącego z Nazistami, spędził wiele zimnych nocy na wzgórzach swojej ojczyzny - rozpalenie ognia sprowadziłoby Niemców oraz w wypadku złapania - śmierć.

Od 1944 do 1947 wraz z Amerykańskimi siłami zbrojnymi zajmował się działalnością repatriacyjną. Do Stanów Zjednoczonych przybył w 1944. Pozostał tu do roku 1949, w którym udał się do Japonii jako misjonarz. Służył tam przez 18 lat. W 1967 przeniósł się do Kanady. Do Buffalo przybył w 1969.

Ojciec Mróz, mieszkający w Holland, uważał siebie za tradycjonalistycznego kapłana, ponieważ kontynuował odprawianie swoich Mszy po łacinie przez wiele lat.

Wyjaśniłby, że przed Soborem Watykańskim II mającym miejsce w 1962, każda Msza w każdym Katolickim kościele byłą odprawiana po Łacinie.

"Nikt nie mógł dodać lub ująć nawet jednego słowa - żaden ksiądz, biskup czy kardynał". "Każdy Mszał na świecie był taki sam".

Ojciec Mróz zauważył, że Watykański II zmienił to poprzez "nową Mszę" odprawianą w świeckim języku ludu. Powiedział, że tekst Mszy był taki sam od siódmego wieku, aż do Watykańskiego II.
Diecezja Buffalo nie pozwoliła ani jemu, ani jego zwolennikom używać Katolickiego kościoła, ponieważ nie otrzymał pozwolenia kościoła na odprawianie Mszy Trydenckiej.

30 kwietnia 1992, Buffalo News

środa, 17 kwietnia 2013

Błędy sedeludzi. Część pierwsza.

"Byłem zawsze zdania, że to termin nieszczęśliwy, osłabiający wartość ruchu i myśli, którą ten ruch wyrażał. Wszelki „izm” mieści w sobie pojęcie doktryny, kierunku myśli, obok którego jest miejsce na inne, równorzędne z nim kierunki. Naród jest jedyną w świecie naszej cywilizacji postacią bytu społecznego, obowiązki względem narodu są obowiązkami, z których nikomu z jego członków nie wolno się wyłamywać: wszyscy jego synowie winni dla niego pracować i o jego byt walczyć, czynić wysiłki, ażeby podnieść jego wartość jak najwyżej, wydobyć z niego jak największą energię w pracy twórczej i w obronie narodowego bytu. Wszelkie „izmy”, które tych obowiązków nie uznają, które niszczą ich poczucie w duszach ludzkich, są nieprawowite." 
Roman Dmowski


"Jestem sedewakantystą / sedeprewacjonistą". Podobnie jak "jestem lefebrystą", sugeruje, że ktoś nie jest katolikiem. Tak więc - jestem katolikiem (generalnie). 

"To tylko opinia". Samobójcze i oderwane od rzeczywistości twierdzenie. Posłużmy się prostym przykładem. Ojciec nie wypełnia swych obowiązków. Bije dziecko, podtruwa je, głodzi. Dziecko myśli - dlaczego tatuś to robi? Czemu mój tatuś mnie krzywdzi?

Co zrobi ktoś 'stojący z boku"? Jeden powie: "to jest Twój tatuś, kochaj go". Inny powie: "może to jest Twój tatuś, może nie jest. Lepiej uznajmy, że to jest Twój tatuś". Jeszcze inny powie "może to jest Twój tatuś, może nie jest. Uważam, że nie jest to Twój tatuś, ale spokojnie, to tylko moja opinia. Nie ma problemu, nie stresuj się, to tylko moja opinia".

A co powinien zrobić ktoś "stojący z boku"? Przede wszystkim przestać "stać z boku". Powinien zadziałać, zainterweniować. Jak? W jaki sposób? Co powinien uczynić?

Co zrobi zdrowa matka? Czy nie odseparuje dziecka od degenerata? Czy nie uniemożliwi wynaturzeńcowi trucia dziecka? Czy nie poda dziecku odtrutki? Choćby za cenę własnego życia. Ktoś powie - nieadekwatny przykład. Proszę bardzo - kto stworzył serce matki? Czy nie Bóg w Trójcy Jedyny Prawdziwy?

Co zrobi zdrowe dziecko? Czy powie: "okey, może to mój tata, może nie, co za różnica"? Czy też powie: "istnieją poważne wątpliwości, zrobię co mogę, by się dowiedzieć czy to mój tata, czy nie"? Każdemu, kto uważa że, słuszna jest opcja nr 1, sugeruję zastanowić się nad prostą kwestią - a jeżeli Twój tata, nie jest Twoim tatą (np. biologicznie) to czy ma to dla Ciebie znaczenie (w co wierzę), czy też nie ma to dla Ciebie znaczenia (w co wątpię)? W wypadku papieża mówimy o duchowym porządku rzeczy, stojącym wyżej, niż naturalny porządek rzeczy. Tak więc, kwestia duchowego ojcostwa jest o tyle ważniejsza od naturalnego ojcostwa, o ile rzeczy duchowe są ważniejsze od rzeczy doczesnych, naturalnych.

Ktoś powie - no, ale przecież nie mam autorytetu, bądź wiedzy, by stwierdzić ojcostwo lub jego brak. Owszem, ale czy to znaczy, że nie będziesz próbował poszerzyć swej wiedzy w tym temacie lub chociaż zorientować się, która opcja jest bardziej prawdopodobna? Będziesz czekał na orzeczenie urzędu stanu cywilnego lub burmistrza, czy też spróbujesz ustalić podstawowe kwestie?

Posłużę się kolejnym przykładem, brutalnym przykładem. Czy jeżeli ktoś uderzy Cię w twarz, powiesz: "hmm... chyba mnie uderzył... a może nie... poczekamy co powie sąd". Będziesz czekał na oficjalne orzeczenie odpowiedniego urzędu, czy też stwierdzisz zaistnienie pewnego faktu? Innymi słowy - czy Najukochańszy Bóg nie wyposażył Cię w coś takiego jak rozsądek, intelekt oraz zmysły? Czy też zdążył już Ci je odebrać, być może jako karę, np. za Twą pychę?

Tak więc usystematyzujmy. Widzimy krzywdzone dziecko. Stoimy i dywagujemy? Nie, separujemy od krzywdziciela. Co dalej? Podajemy środki zaradcze - leczniczo oraz profilaktycznie. Mszę Świętą oraz ważne sakramenty. Do tego dodajemy katolicką doktrynę oraz postępowanie w cnotach. Uff... dziecko, przynajmniej na chwilę obecną, uratowane.

Teraz kolejna kwestia. Krzywdziciel. Oprawca. Inaczej postąpimy, jeżeli jest spokrewniony lub spowinowacony ze skrzywdzonych dzieckiem, a inaczej, jeżeli nie jest z nim w żaden sposób spokrewniony więzami krwi.

Może to nie jest ojciec? A może jest? Co robimy?

W naszym wypadku istnieją uzasadnione i poważne wątpliwości. Choćby zgodnie z cnotą roztropności możemy stwierdzić, że ktoś nie jest papieżem. Nie osądzamy więc papieża, jedynie stwierdzamy fakt, że dana osoba (np. czytelnik) nie jest papieżem.

Co z tymi, którzy uważają przeciwnie? Co z tymi, którzy w dobrej chodzą na Novus Ordo Missae? Czy nie są katolikami? Czy są lub będą potępieni? Cóż... są katolikami. Prawdopodobnie...

"Sedewakantyści nie mają rozwiązania problemu". Co to znaczy? Zastosujmy to samo zdanie do FSSPX i otrzymamy: "Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X nie ma rozwiązania problemu. Mimo ponad 40 lat istnienia FSSPX, sytuacja w Kościele jest coraz gorsza. Tak więc Marcel Lefebvre przedstawił złe rozwiązanie".

Ekhem... chyba coś nie tak, nieprawdaż? Po pierwsze - jaki problem? Po drugie - jakie rozwiązanie? A przede wszystkim - kto powiedział, że mamy przedstawić rozwiązanie wszelkich problemów? Na końcu będziemy sądzeni z naszego wykształcenia teologicznego, trafności naszych poglądów w pewnych sprawach, czy też z miłości?

Aplikując to do tzw. "sedewakantystów" - katolicy, kierując się rozumem, podpierając zmysłami oraz różnymi autorytetami doszli do wniosku, że Stolica Apostolska wakuje, jest pusta. Koniec kropka. Nie mniej, nie więcej. Ogół z nich, ba, większość z nich, nie bawi się w dywagacje teologiczno-kanoniczne. Ba, generalnie takie dysputy nie interesują ich zbytnio. Być może są zbyt zajęci codziennymi obowiązkami, pracą i modlitwą. Pragną, by gdzieś niedaleko była celebrowana katolicka Msza, na którą mogą się udać, by gdzieś niedaleko udzielane były ważne, katolickie Sakramenty, które mogliby przyjąć. By był katolicki ksiądz, który ofiaruje Mszę Świętą. By był katolicki biskup, który udzieli bierzmowania ich dzieciom.

Czy nie widzimy podobnego, rozsądnego podejścia u Arcybiskupa Lefebvre? Czy Marcel Lefebvre powiedział "muszę rozwiązać wszelkie problemy"? Czy też powiedział:

"Moim obowiązkiem jest uczynić wszystko, abyśmy przeżyli! I dlatego jestem przekonany, że konsekrując dziś tych biskupów, kontynuuję Tradycję i pomagam jej przetrwać, jej, to znaczy Kościołowi katolickiemu!” (kazanie z 30 czerwca 1988 r.).

Była to "operacja przeżycie", czy też "operacja zjemy i potępimy sedewakantystów" albo może "operacja wielka dysputa teologiczna"? Arcybiskup widział, że trzeba ratować kapłaństwo, że trzeba ratować Mszę i Sakramenty. I na tym się skupił. I spokojnie możemy powiedzieć, że swój cel osiągnął - abstrahując od związanych z FSSPX kwestii moralno-obyczajowo-doktrynalnych.

Żeby było jeszcze ciekawiej, rozważmy taki scenariusz. FSSPX oficjalnie "dogaduje się" z Modernistycznym Rzymem i zgodnie z pragnieniem jego przełożonych, zostaje zalegalizowane. Otrzymuje tym sposobem jurysdykcję zwyczajną i tym sposobem:

W wersji biskupa Fellaya mamy superbiskupa, dorównującemu jurysdykcją papieżowi.

Wersja współczesnych "sedeprewacjonistów" (mniej lub bardziej rozumiejących założenia biskupa des Lauriers) jest jeszcze ciekawsza.

Czy materialna hierarchia udziela materialnej (zwyczajnej?) jurysdykcji FSSPX?

Innymi słowy - czy Pan Bóg mógłby chcieć lub dopuścić, aby miało miejsce "pojednanie" FSSPX z Moderną? I czy wtedy, biskup Fellay byłby jedynym materialnym i formalnym biskupem Kościoła Katolickiego posiadającym jurysdykcję zwyczajną? I czy wtedy, wszyscy nie powinniśmy się zebrać wokół niego i oddać pod jego opiekę? ...

:)