Pisze mi brat Romuald, że parasz się teraz figurkami, jakie Osaka
narobiła, może to i dobra rzecz, ale tu w Ameryce figurki już nikt
nie uznaje. Stoją po strychach i w garażach.
Ludzie wolą się modlić
do pustych ścian, jeśli wogóle się modlą. Modlitwy też wyszły z
mody.
Im więcej Kościół katolicki się 'reformuje" - tym więcej staje
się podobny do "kościoła reformowanego", to jest protestanckiego, a
nawet idzie dalej na lewo, bo już słychać między protestantami, że
upominają się nawzajem, a
by nie spaść tak nisko, jak katolicy i
modlą się o nawrócenie katolików, mają mieć też wnet misje w krajach
katolickich.
Tydzień temu papież Paweł VI - jak podał dziennik buffalowski -
wzywał Kościół anglikański, aby się przyłączyli do katolickiego, bo
katolicki już jest na takim poziomie, jak oni, aby tylko się wpisali
na listę, a wszystko, w co wierzą i co uznają i co praktykują mogą
sobie zatrzymać -
bo nic nas już nie różni. Ich pastorzy
automatycznie zostaną na tych samych stanowiskach jako księża
katoliccy. Nasze pismo diecezjalne, Magnificat - ciągle chwali
protestantów w niebogłosy, że aż się wprost człowiek wstydzić
zaczyna, że nie jest się protestantem. A wczoraj w Courier Express -
świeckim dzienniku, była wiadomość na trzeciej stronie, że Kościół
katolicki nawiązuje ścisłe więzy z żydami, a jakże. Z komunistami
już jest w zgodzie, a przynajmniej idzie w ich kierunku, z masonami
nie ma walki, bo to przecież bracia. Protestantom już się zazdrości
ich doskonałości i
małpuje ich liturgię i obyczaje.
Pozostał jeszcze tylko djabeł, z którym Kościół
oficjalnie nie ma
stosunków w duchu ekumenicznym, ale jeśli ruch ekumeniczny pójdzie
dalej w tym samym tempie, a nowi teologowie będą dalej zgłębiać
doktrynę, to jestem absolutnie pewny, że wnet będziemy mieli z
djabłem jak najlepsze stosunki, ba, nawet połączymy się w jedności
religii, pokoju i miłości, djabeł biedak już i tak traci grunt pod
nogami, bo większość nowoczesnych teologów nie uznaje wieczności
piekła, a więc musi się z tymi teologami połączyć, bo co będzie z
jego państwem i władaniem? Już tylko kilka zebrań teologicznych i
ekumenicznych, a
djabeł dostanie należne sobie miejsce w liturgii,
jako potężny duch przekory i postępu,
patron modernizmu i opiekun
tych księży z długimi włosami, którzy aż pianę z gęby puszczają z
wyczerpania w walce o prawo do żeniaczki, zniesienie celibatu.
Jak na razie - wedle wszystkich "nowoczesnych" dzieł teologów
katolickich - protestanci są OK, a wszystko, co było dotychczas
katolickie - śmierdzi myszką, jest zacofaniem, zabobonem, bigoterią,
różaniec niczym się nie różni od chińskich młynków do modlitwy, a
obrazy i dzieła sztuki - są abominacją, zgnilizną kapitalistów
duchownych i świeckich. Ale wnet reforsiści katoliccy pójdą dalej:
bo kto ich zatrzyma w badaniach? przecie kary i klątwy i cenzury na
autorów są zniesione, na duchownych też. tu jeden z księży chodzi po
seminariach i kolęduje o potrzebie zniesienia spowiedzi i t.p. wydał
książkę przeciwko biskupom i papieżom i żadna suspensa go nie
zdybała, bo kar duchownych nie ma. A więc będzie tak, że protestanci
pozostaną na swoich miejscach jako ostoja, a katolicyzm zacznie się
rozproszkowywać na liczne sekty lewicowe, komunizujące i
ateistyczne.
Nie wierzysz w to? bo ja jestem pewny. Corruptio
optisi-passima.
Nie mówię, że kościół katolicki upadnie, gdzieś
pozostanie, schowany
in pettore albo w katakumbach, ale ogół pogrąży się w setkach
sprzecznych sekt protestanckich graniczących z materializmem i
ateizmem.
.........................
Był listopad 1970.
Z listu wynika kilka rzeczy. Obala również mnóstwo naiwnych twierdzeń.
1. Polski zakonnik precyzyjnie opisał zmiany i reformy.
2. Precyzyjnie i trafnie przewidział do czego doprowadzą "reformy".
3. List ten dokumentuje istnienie jednej osoby, która wiedziała co się dzieje.
4. Nie było więc niemożliwym spostrzeżenie co się dzieje
5. Nie wszyscy się nabrali
6. Niektórzy byli czujni, co więcej kierunek zmian był dla nich oczywisty.
7. Można było dojść do takich wniosków jak o. Wiktor już w roku 1970. Nie musiał czekać do roku 1976, 1983, 1988, 2000 czy 2013.
Dla jednego zakonnika pewnym jest, że Kościół jest niszczony, że zostanie sprowadzony do katakumb.
Co robią możni tego świata, co robią biskupi, prymasi? Idą na emeryturę. Powoli wprowadzają zmiany. Podróżują. Delikatnie oporują. Organizują spotkania ekumeniczne. Dialogują.
Czy miast tego nie powinni wręcz rozpaczliwie bronić Kościoła? Czy nie powinni bić na alarm? Jakże śmieszne są argumenty o wielkich teologach, takich jak Ratzinger czy Wojtyła. Jakże śmieszne są argumenty jakoby byli oni wielkimi obrońcami Kościoła. Kimże innym oni są niż tymi teologami o których mówi ojciec Wiktor?
List otrzymano od czytelnika. Oryginał znajduje
się w zbiorach Archiwum Niepokalanowa. Zgodnie z życzeniem czytelnika - prosimy o wsparcie modlitewne oraz materialne franciszkańskiego archiwum w Niepokalanowie. Pogrubienia oraz akapity od redakcji. Zachowano oryginalną pisownię.